Nie zwiększaj produkcji….Zwiększaj produktywność

Jesteśmy obecnie świadkami zjawiska, które może okazać się jednym z najważniejszych punktów zwrotnych dla polskiej branży meblarskiej. Dotyczy ono zmiany relacji cenowej pomiędzy meblami eksportowanymi z Polski do Unii Europejskiej a produktami importowanymi z Chin, mierzonej jako przeciętna wartość jednostkowa w euro na kilogram. Jak wykazałem w raporcie Polskie Meble Outlook 2026 jeszcze w 2022 roku polskie meble pozostawały przeciętnie tańsze niż produkty chińskie. W latach 2023–2024 różnica ta uległa wyrównaniu, a w 2025 roku sytuacja odwróciła się – import z Chin stał się tańszy niż eksport z Polski.

Zmiana ta nie ma charakteru wyłącznie statystycznego. Oznacza ona, że wyczerpał się dotychczasowy model konkurencyjny, oparty na przewadze kosztowej, geografii, skali produkcji i relatywnie taniej pracy. Przez lata rozwój polskiej branży meblarskiej miał charakter ekstensywny – wzrost produkcji następował poprzez zwiększanie zatrudnienia, mocy wytwórczych oraz wolumenu eksportu. Model ten był skuteczny w warunkach rosnącego popytu i wyraźnej różnicy kosztowej wobec Europy Zachodniej.

Podobny mechanizm obserwujemy dziś w europejskiej branży motoryzacyjnej. Producenci z Chin wchodzą na rynek europejski nie tylko z niższym kosztem wytworzenia, ale również z coraz wyższą jakością i zaawansowaniem technologicznym. W efekcie tradycyjne przewagi europejskiego przemysłu – skala, marka i inżynieria – przestają być wystarczające, a kluczowe znaczenie zyskuje produktywność oraz zdolność do szybkiej transformacji.

W tym kontekście zmiana modelu biznesowego nie jest wyborem, lecz koniecznością. Dotychczasowy model podwykonawczy, w którym polskie firmy funkcjonowały produkując dla zachodnich sieci handlowych, charakteryzuje się niską marżą i wysoką presją cenową. Przejście w kierunku produkcji markowej – obejmującej własny design, kontrolę nad produktem oraz jego pozycjonowanie rynkowe – stanowi naturalną odpowiedź na zmieniające się warunki.

Dobrym przykładem transformacji jest Nowy Styl, który w ciągu trzech dekad przeszedł drogę od producenta tanich krzeseł do jednego z globalnych liderów w zakresie kompleksowego wyposażania przestrzeni biurowych i publicznych. Rozwój ten opierał się nie tylko na wzroście skali, lecz przede wszystkim na budowie marki, kompetencji projektowych oraz zdolności do oferowania w większym stopniu usług niż produktów.

Zmiana nie jest wyłącznie kwestią marketingu. Odpowiednio zaplanowana produkcja markowa sprzyja wzrostowi produktywności całkowitej poprzez większą standaryzację, lepsze planowanie produkcji oraz optymalizację serii i wariantowości. W efekcie przedsiębiorstwo nie tylko zwiększa marżę, ale również poprawia efektywność wykorzystania zasobów. Tu rzuca się w oczy odmienne podejście rynku amerykańskiego (minimalna oczekiwana funkcjonalność oraz dużo i tanio) versus europejskiego (większa personalizacja, czyli małe serie, dopieszczenie detali i wyższa cena). Nie zapominajmy o transformacji Chin.

Chińskie władze od pewnego czasu wyraźniej akcentują konieczność przejścia od wzrostu opartego na skali do modelu opartego na tzw. „nowych jakościowych siłach wytwórczych”, czyli produktywności, innowacji i technologii. Oznacza to, że konkurencja w sektorze meblarskim będzie w coraz większym stopniu opierać się nie na kosztach, lecz na zdolności do efektywnego tworzenia wartości. Celowo nie piszę o „tworzeniu innowacji”, bo to za mało. Musimy wyciągnąć najlepsze elementy z modelu amerykańskiego, europejskiego i chińskiego. Konieczne staje się przejście do modelu intensywnego, czyli wzrostu opartego na poprawie produktywności całkowitej – lepszym wykorzystaniu pracy, kapitału, materiałów i energii, redukcji strat, skracaniu czasu przepływu, wykorzystaniu wiedzy zebranej w firmach.

Polska nie może już zakładać, że będzie najtańszym dostawcą dla Europy. Może jednak stać się jednym z najbardziej efektywnych i elastycznych producentów, zdolnych do konkurowania nie tylko ceną poszukiwanego produktu, ale przede wszystkim organizacją i zdolnością do zaspokojenia potrzeb klientów.

To nie jest zmiana kosmetyczna. To zmiana paradygmatu.

Artykuł ukazał się w miesięczniku #BIZNES MEBLE w wydaniu majowym 2026 r.

Polskie Meble 2026

Eksportujemy 82% mebli a nie 90%, a rynek mebli kuchennych na wymiar i zabudów w Polsce szacujemy na 1,9 mld złotych.

Dziś felieton o istotnych zmianach statystycznych, które szerzej opisałem w raporcie Polskie Meble Outlook 2026. W tym roku premiera nowej edycji mojego głównego raportu przebiegła jakby w cieniu otwarcia Branżowego Centrum Umiejętności w Różanymstoku. Spokojnie. B+R Studio jednak cały czas trzyma rękę na pulsie i na bieżąco śledzi rynkowe trendy. Czas jednak nadrobić zaległości i wspomnieć o kilku ciekawych obserwacjach, bo w branży meblarskiej w 2025 roku działo się bardzo dużo! Pomimo trzeciego roku z rzędu, w którym obserwujemy spadek liczonej w złotówkach wartości produkcji i eksportu polskich mebli – obserwowaliśmy miesiące i kwartały, które były lepsze niż rok wcześniej. Dlatego z dość wyraźnym zdziwieniem patrzymy na słaby początek roku. Dynamika w euro – w przypadku niektórych wskaźników – wskazywała odbicie. Okupione było to pogarszającą się wyraźnie rentownością. Na słabym rynku polskim i europejskim wyraźna jest presja ze strony jednego globalnego gracza – Chin.

Tu muszę podkreślić istotną obserwację. Na przestrzeni ostatnich 4 lat zaszła strukturalna zmiana w zakresie przeciętnych cen wymiany handlowej. Zwykle polski eksport mebli w przeliczeniu za tonę był tańszy niż importowane meble do Polski. To się zmieniło i od dwóch lat luka cenowa się pogłębia. Uważni czytelnicy zauważą, że pomimo iż import mebli łącznie praktycznie nie wzrósł (liczony w polskich złotych), to z kierunku Chin wzrost był piętnastoprocentowy. Warto nadmienić, że łączny wolumen importu mebli liczony w tonach również wzrósł o 15%. Można się domyślić, że optymizm rynkowy konsumentów został pokryty w znacznej części tanim importem.

Aktualna edycja raportu przynosi też dwie ważne zmiany dotyczące metodologii badania międzynarodowej wymiany handlowej oraz rynku klientów indywidualnych.

Przez wiele lat do grupy towarowej „części mebli do siedzenia” zaliczane były również części do foteli samochodowych i samolotowych – to pozostałość po zmianie nomenklatury statystycznej PKD/PKWIU z lat 2007-2008, do kiedy całe fotele do pojazdów były klasyfikowane jako „meble”. Aktualizacja statystyki handlu zagranicznego oczyściła dane. Części do foteli samochodowych wreszcie nie są zaliczane do mebli. Obecnie z większą dokładnością można podać, że eksport mebli stanowi 82% produkcji sprzedanej branży meblarskiej. Natomiast wartość importu mebli stanowi blisko 24% wartości eksportu. Saldo wymiany zagranicznej nadal jest wyraźnie in plus.

Badanie rynku klientów indywidualnych zaprezentowane zostało także według nowej nomenklatury GUS (lata 2024 i 2025). Kategoria wydatki na meble i elementy wyposażenia wnętrz została uzupełniona o wydatki na „usługi” co interpretowane jest jako wydatki na meble na wymiar – czyli w dużej mierze meble kuchenne i zabudowy. Automatycznie rynek wzrósł 1,9 mld złotych brutto – choć można powiedzieć, że to tylko zabieg metodologiczny.

Dodam jeszcze, że wynagrodzenia i pochodne biją rekordy, ale to chyba zauważa każdy właściciel i zarząd firm meblarskich.

Polska branża meblarska zmaga się z bezprecedensowymi wyzwaniami i walczy o utrzymanie miejsc pracy i międzynarodowej pozycji rynkowej dlatego jestem przekonany, że obiektywne dane są niezbędne do zarządzania, wyznaczania lub korygowania strategii. Potrzebne są też do merytorycznej dyskusji z samorządami, bankami, urzędami i politykami na szczeblu centralnym. Zapraszam do lektury. #Raporty#PolskieMebleOutlook #Rynekmeblikuchennych

Artykuł ukazał się w miesięczniku #BIZNES MEBLE w wydaniu kwietniowym 2026 r.

Czas na robotyzację branży meblarskiej!

Pierwsi absolwenci BCU Różanystok otrzymali dyplomy ukończenia kursu obsługi robota sześcioosiowego.

Po kilku dniach rozruchu po oficjalnym Otwarciu Branżowego Centrum Umiejętności w Różanymstoku miałem przyjemność poprowadzić pierwsze zajęcia dla młodzieży z obsługi robota sześcioosiowego. Historycznymi pierwszymi uczestnikami zajęć byli Bartosz, Gabriel i Piotr – uczniowie Branżowej Szkoły w Różanymstoku. Jak widać grupa mała, pozwalająca, aby każdy uczestnik miał odpowiednio dużo czasu na osobistą interakcję z robotem. Niestety robot jest tylko jeden. Dysponujemy edukacyjnym robotem Astorino, który bazuje na interfejsie i oprogramowaniu Kawasaki – czyli języku AS. Tu chciałbym wyjść z apelem do dostawców i integratorów innych rozwiązań robotycznych: jeśli chcielibyście dostarczyć i zademonstrować swoje rozwiązania w BCU Różanystok tak, aby kolejne grupy mogły szkolić się na waszych rozwiązaniach zapraszam do kontaktu jesteśmy otwarci na współpracę!

Wrażenia z zajęć? Rewelacja! Początek – wiadomo trochę wstępu, trochę obowiązkowej teorii, ale zanim zaczęło robić się nudno, to Panowie dostali sterowanie robota we własne ręce. To dopiero wtedy ich wyraz twarzy zmienił się na prawdziwie zainteresowany, a poziom zaangażowanie wzrósł kilkukrotnie. Na początek sterowanie ręczne okazało się nie małym wyzwaniem, ale już po kilkunastu minutach poziom zadań urósł do poziomu co najmniej profesjonalnego.

Manipulacja pojedynczą kostką, paletyzacja, współpraca z przenośnikiem taśmowym to część zadań. Uczestnicy już po kilku godzinach potrafili ustawić stos kostek jedna na drugiej. Następnie stos przenieść na przenośnik lub go rozładować. Wiedza o osiach, złączach, układach ruchu robota, komendach języka była wchłaniana jak ciepłe bułeczki. Podobnie jak przy obsłudze CNC trzeba pamiętać, że dojście do obiektu w przestrzeni może być zrealizowane z różnych stron. Że trzeba uwzględnić rodzaj narzędzia. Że po drodze mogą być inne obiekty lub przeszkody. Że wiele ruchów powinno być uzależnionych od wskazań czujników i krańcówek. Na koniec trzeba to wszystko zapisać w formie programu, który robot będzie mógł wykonywać automatycznie.

Muszę przyznać, że miałem dużą satysfakcję widząc zaangażowanie i postępy jakie czynili młodzi uczestnicy kursu.

Z refleksją wracam do rozmowy na temat zastosowania robotów w branży meblarskiej sprzed 10 lat. W końcu roboty to nie wynalazek ostatniego roku czy dwóch, a branża automotive korzysta z nich od dekad. W trakcie zwiedzania dużej fabryki mebli rzucił się w oczy obraz hali, gdzie przy każdej obrabiarce: strugarce, wiertarce, szlifierce i tym podobnych, stały dwie osoby przed i za maszyną podając lub odbierając monotonnie przez wiele godzin podobne elementy. Wtedy zapytałem kierownika zakładu, czy nie czas zrobotyzować ten zakład. „Panie Tomku… jeszcze nie, ponieważ roboty są za drogie, a praca ludzka zbyt tania” – padła odpowiedź. Teraz jest już zdecydowanie inaczej. Najniższa krajowa wzrosła dwukrotnie a roboty staniały. W dodatku nie ma wielu chętnych do wykonywania tak monotonnych zadań. Dodam, że we wspominanym zakładzie pracuje dziś około 40 robotów.

Zmiany społeczne, a w konsekwencji demograficzne, odpowiadają za brak ludzi do pracy i wzrost wynagrodzeń. Dla strategicznego zabezpieczenia produkcji branża musi iść w robotyzację produkcji. To robotyzacja pozwala optymalizować koszty pracy i uzyskać wyższe wyniki z tym samym zespołem lub utrzymać produkcję z zespołem mniejszym. Jeśli dołożymy do tego fakt, że młodzi ludzie szukając pracy co raz częściej chcą „programować” a nie strugać wióry, to mamy proste wytyczne, w którą stronę powinna iść branża. BCU W Różanymstoku ma też dołożyć swoją cegiełkę do tego trendu i pokazywać młodym ludziom oraz tym, którzy chcą zdobyć nowe kompetencje, że praca w branży meblarskiej ma oblicze atrakcyjnego zajęcia i świetnego sposobu na dobre życie.

Na przestrzeni lat byłem świadkiem rewolucji związanej z wprowadzaniem obrabiarek sterowanych komputerowo, a później systemów zarządzania zakładami, cyfryzacji w komunikacji i sprzedaży online. Teraz jesteśmy wszyscy świadkami rewolucji cyfrowo-robotycznej.

Artykuł ukazał się w miesięczniku #BIZNES MEBLE w wydaniu marcowym 2026 r.

W poszukiwaniu sukcesów edukacji zawodowej.

Czy BCU w Różanymstoku ma szansę zmienić krajobraz kształcenia zawodowego w branży meblarskiej?

26-go stycznia ’26 odbyło się otwarcie BCU oraz miała miejsce towarzysząca temu wydarzeniu konferencja edukacyjna. Miałem przyjemność zarówno oprowadzać gości po świeżutkim budynku BCU, jak również poprowadzić konferencję.

Tu dochodzimy do tematyki poszukiwania sukcesów na polu edukacji zawodowej, gdyż tak mniej więcej brzmiało jedno z pytań zadanych panelistom. Teraz trzeba zrobić pauzę… Wziąć głęboki oddech… Bo tych sukcesów albo nie ma, albo jest ich jak na lekarstwo… Piotr Wójcik stwierdził, że po głębokim namyśle i przeanalizowaniu ostatnich dwudziestu lat może wskazałby maksymalnie dwa ważne punkty. Pierwszy: wprowadzenie do szkolnictwa zawodu operator maszyn i urządzeń przemysłu drzewnego i drugi: stopniowe upowszechnianie kształcenia dualnego. Nadmienię, że pierwszy punkt został wprowadzony usilnym staraniem zespołu wspieranego przez STEICO, a drugi punkt wciąż jest niedostatecznie rozpowszechniony i wiąże się z nim szereg trudności formalno-organizacyjnych.

Dużo więcej można by wskazywać porażek. Niedopasowanie kształcenia do potrzeb rynku pracy. Kształcimy mechaników samochodowych, a w regionie potrzeba tapicerów – mówiła Barbara Howis – wicedyrektor Zespołu Szkół Ponadpodstawowych w Kępnie. W polskich mediach nigdy nie pojawiła się kampania promująca kształcenie zawodowe – o ile pamiętam. Dlaczego Ministerstwo Edukacji nie zrealizuje takiej kampanii? – dodawał Piotr Wójcik. Jak pewnie się Państwo domyślają, na konferencji towarzyszącej otwarciu jednego z największych i nieskromnie mówiąc najlepszych BCU w Polsce – nie pojawił się żaden przedstawiciel Ministerstwa Edukacji. Faktycznie warunki pogodowe były niesprzyjające.

Problemów, błędów i braków wymieniano jeszcze wiele, ale pojawiło się też kilka wątków nawiązujących do roli jaką powinno odegrać BCU. Rozwiązania systemowe, dialog i adaptacja do nowych warunków to klucz do naprawy. Demografia jest nieubłagana i wszyscy dostrzegamy, że zmienia się etos pracy i oczekiwania młodego pracownika. Robert Chmielewski zwrócił uwagę na konieczność adaptacji myślenia kadry zarządzającej do szybko zmieniających się postaw pracowników i technologii produkcyjnych. Tomasz Ankiewicz wskazywał na rolę doradców zawodowych w kierowaniu uwagi zawodowej już na etapie ostatnich klas szkoły zawodowej. Krzysztof Zimny podkreślał potrzebę bliskiej i bezpośredniej komunikacji firm ze szkołami na lokalnym rynku. Renata Burzała – kierownik Centrum Kształcenia Zawodowego w Kępnie widzi potrzebę oferty praktycznych szkoleń z nowoczesnych maszyn dla nauczycieli przedmiotów zawodowych. W dyskusji wybrzmiewała ogromna nadzieja, że Branżowe Centrum Umiejętności w Różanymstoku będzie oferować rozwiązanie wielu z tych problemów. Za BCU stoją w końcu dwie potężne organizacje: Towarzystwo Salezjańskie – największa na świecie organizacja edukacyjna oraz Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli – reprezentant przemysłu będącego największym eksporterem mebli w Europie. Na kształtowanie oferty BCU kluczowy wpływ ma Izba, a Salezjanie dostarczają szeregu przykładów działających rozwiązań z Europy i innych kontynentów.

BCU ma tworzyć nowy system edukacji branżowej i uzupełniać obecne rozwiązania. Dużą rolę paneliści widzą w szkoleniu osób, które następnie będą uczyć pracowników w firmach. BCU oprócz szkoleń będzie prowadzić działalność integrująco-wspierającą oraz innowacyjno-rozwojową. BCU dostarczy gotowe schematy edukacyjne, programy szkoleń, będzie platformą wymiany doświadczeń i benchmarku.

Szkolnictwo zawodowe na świecie przeżywa renesans. Umiejętności i kwalifikacje techniczne i profesjonalne to wybór życiowej wolności i godności – utwierdzał w tym przekonaniu dyrektor generalny Don Bosco TECH Europa – Piero Fabris, a wtórował mu koordynator Don Bosco Tech ASEAN – ojciec Dindo Vitung z Filipin.

Musimy spowodować, aby kształcenie praktyczne w meblarstwie było trendy – kwitował profesor Piotr Beer z WTD SGGW.

Czy BCU będzie kamieniem milowym i sukcesem edukacji praktycznej branży meblarskiej? Oczekiwania są wielkie – mam nadzieję, że sprostamy!

Artykuł ukazał się w miesięczniku #BIZNES-MEBLE w wydaniu lutowym 2026 r.

Srebrny Krzyż Zasługi

Nie lubię się chwalić, ale dziś okazja jest wyjątkowa. Postanowieniem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Pana Andrzeja Dudy zostałem odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi za wkład w rozwój polskiej branży meblarskiej!

Kiedy w grudniu ubiegłego roku odbierałem Srebrny Krzyż Zasługi z rąk wojewody warmińsko-mazurskiego – pełnił on rolę przedstawiciela prezydenta, a prezydenta jak z pewnością zauważyliście mamy już nowego – ktoś z boku zasugerował, że po takim wyróżnieniu to już chyba czas na emeryturę. Jak wiecie, moje serce bije w rytm polskiego przemysłu meblarskiego, więc emerytura to słowo, które jeszcze przez długi czas będzie dla mnie nieznajome.

Zapytacie pewnie, co sprawiło, że zasłużyłem na to wyróżnienie. Odpowiedź jest prosta – to w dużej mierze zasługa całej naszej branży i niezliczonych ludzi, z którymi miałem przyjemność współpracować przez ponad 25 lat mojej pracy zawodowej. To wspólny wysiłek, determinacja i wizja ukształtowały przemysł meblarski, jaki dziś znamy. To osobowość profesorów, prezesów, dyrektorów i kierowników, a często i wielu ludzi z produkcji handlu i uczelni – moich meblarskich przyjaciół – kształtowały również moją osobistą postawę i napędzały do działania. Moją rolą było jedynie dokładanie małych cegiełek, dodawanie niekiedy oliwy, aby tryby mogły kręcić się sprawniej.

Aby nie popaść w zbytnią pompatyczność, podzielę się z Wami kilkoma refleksjami, które pojawiły się przy tej okazji. Przemysł meblowy w Polsce to nie tylko produkcja, ale i kultura, tradycje oraz nieustanna walka z rynkowymi demonami. My, Polacy, robiliśmy meble, zanim stało się to modne. Teraz – przy wyzwaniach, które przed nami stoją – musimy być równie innowacyjni i gotowi na zmiany. To wszystko, pomimo codziennej walki konkurencyjnej odbywa się w gronie przyjaciół, którzy, gdy trzeba łączą siły. Kiedy można wspólnie się bawią. Kiedy należy pomagają sobie nawzajem. I choć ceremonię wręczenia odznaczenia opuściłem z nieskrywaną dumą w sercu, jeszcze bardziej cieszy mnie to, że mam wokół siebie ludzi, którzy sprawiają, że każdego dnia wstaję z radością i chęcią do działania. To oni pokazują mi, że nasz przemysł ma nie tylko przeszłość, ale przede wszystkim przyszłość pełną możliwości.

Chciałbym dziś podziękować osobom, o których rzadko piszę w felietonach – o mojej rodzinie. Specjalne podziękowania należą się mojej małżonce Monice i dzieciom za wsparcie i dzielne znoszenie dni delegacji. Moim rodzicom i teściom za wpojone wartości i wykształcenie, przekazane doświadczenie życiowe i zaangażowanie w codzienne obowiązki. Szczególne podziękowania należą się wnioskodawcy tego odznaczenia – prezesowi Janowi Szynace, którego od lat dzielę szacunkiem, podziwem i sympatią. Podziękowania za lata współpracy powinny trafić do moich najbliższych współpracowników Mileny i Mateusza oraz zespołu OIGPM. O wybaczenie proszę tych, których nie wymieniłem, a jest Was drodzy bardzo wielu w mojej głowie i sercu. Chciałbym też podziękować wszystkim przyjaciołom, tym prywatnym i tym branżowym za ich obecność!

Dziś wszystko kręci się wokół obrony pozycji branży meblarskiej i wychodzenia z kryzysu, podejmowania wspólnych działań i wymiany pomysłów. Srebrny Krzyż Zasługi to symbol nie tylko mojej pracy, ale i naszej wspólnej podróży przez lata transformacji, zmian i wyzwań, jakie przed nami jeszcze stoją. To dzięki Wam, drodzy współpracownicy i przyjaciele z branży, wciąż czuję zapał do odkrywania nowych ścieżek – czy to poprzez innowacyjne technologie, nowe rynki zbytu, czy też kształtowanie kolejnych pokoleń meblarskich ekspertów.

A co z kolejnym wyzwaniem? No cóż, na horyzoncie widzę wiele pracy, lecz także wiele satysfakcji. Najbliższy rok upłynie pod znakiem Branżowego Centrum Umiejętności. Niech ten Srebrny Krzyż będzie kamieniem milowym dotychczasowej drogi, a jednocześnie otwarciem nowego rozdziału pełnego kolejnych inspiracji i twórczych rozwiązań. W sumie to jest jeszcze do zdobycia Złoty Krzyż Zasługi 😉 ! A więc do roboty!

Z ciepłymi pozdrowieniami, Tomasz Wiktorski

Felieton Bożonarodzeniowy 2025

Wszystkim czytelnikom moich felietonów oraz przyjaciołom i bliskim z okazji Świąt Bożego Narodzenia Anno Domini 2025 chciałbym życzyć zdrowia, zdrowia i jeszcze raz … pieniędzy!

Wiadomo zdrowie najważniejsze! Bez zdrowia wszystkie nasze plany biorą w łeb. Wszyscy pamiętamy słowa Jana Kochanowskiego: „Szlachetne zdrowie; Nikt się nie dowie Jako smakujesz, Aż się zepsujesz. (…)”. Z każdym rokiem powiększa się też Panteon wybitnych postaci polskiego meblarstwa, które przeszły na drugą stronę. A więc dbajmy o nasze zdrowie! Fizyczne i duchowe. Niech nas omijają wszelkie nieprzyjemne niespodzianki.

Niech nam nie zabraknie też fantazji i energii do realizacji wielkich, śmiałych, ryzykownych celów! Jak jest zdrowie, to jest też energia. Tej w nadchodzącym roku będziemy potrzebować. Meblarstwo potrzebuje gruntownie przeanalizować mocne i słabe strony, szanse i zagrożenia, i na tej podstawie przygotować korektę strategii rozwoju. Po stronie atutów wciąż mamy moce produkcyjne, lokalizację i potencjalnie zasoby drewna. Słabą stroną jest uzasadniona awersja do ryzyka i zbyt wolne przemiany. Szansą jest bliskość klienta, nowoczesne technologie, problemy konkurencji. Zagrożeniem napór produktów z importu, ograniczenia w dostępie do drewna, szybko rosnące koszty pracy i braki kadrowe. Fantazja poparta doświadczeniem i obserwacją rynku będzie niezwykle ważna w nawigowaniu przez kolejny rok. Mam nadzieję, że wielokrotnie sięgniecie w przyszłym roku po raporty B+R Studio, które będą wspierać wasze decyzje obiektywnymi danymi.

A propos szybkości działania polskiego meblarstwa mogę po szeregu podróży zagranicznych faktycznie stwierdzić, że cykle koniunkturalne toczą się w Europie wolniej – 4 -7 lat – niż w Ameryce czy Azji. Częściowo związane jest to z prawem pracy i obowiązkami pracodawcy wobec pracowników, a częściowo z cyklem budżetu unijnego i biurokracją. W tym samym czasie w USA cykle koniunkturalne mają dużo krótszy okres i potrafią trwać 2-4 lata. W USA cykl często zamyka się w okresie 4 lat prezydentury. Prawo pracy jest bardzo elastyczne, a ludzi zatrudnia się i zwalnia z dnia na dzień. Reakcja na pozytywny bodziec pojawia się w ciągu kilku miesięcy i równie szybko potrafi zmienić się nastrój rynku. Do życzeń dopisuję także podróże, które kształcą! Z pewnością z wieloma czytelnikami spotkamy się podczas zagranicznych targów, misji i pokazów. Do zobaczenia w Niemczech, USA, Indiach, a może w innych destynacjach.

Kto się nie rozwija ten się zwija! Dzięki zdrowiu, fantazji, podróżom i edukacji mam nadzieję dojść do sukcesu. A właśnie edukacja… Z poprzedniego felietonu i mnóstwa rolek na social mediach już wiecie czym będę się zajmował w przyszłym roku. Branżowe Centrum Umiejętności to ma być mój „prezent pod choinkę”. Teraz jest jeszcze dużo stresu związanego z odbiorami, ale żaden sukces nie przychodzi łatwo. Jeśli jest zbyt łatwo to zwycięstwo nie smakuje tak wybornie. Życzę więc Wam rozwoju. Uczestnictwa w kursach, szkoleniach, konferencjach. Wychodzenie z własnej strefy komfortu i poznawanie innych punktów widzenia, zdobywanie wiedzy zawsze przynosi dobre, innowacyjne efekty.

… i jeszcze raz pieniędzy.

Pierwszy raz w tym roku wartość produkcji sprzedanej polskiej branży meblarskiej w jednym miesiącu przekroczyła 5 miliardów złotych. Było to niedawno. We wrześniu 2025. Po raz pierwszy od dłuższego czasu wynik kwartalny (III kwartał 2025) był lepszy – w cenach bieżących +5% -od analogicznego okresu rok wcześniej. Nie oznacza to jeszcze wzrostów realnych, mając na względzie inflację rynkową. Nie oznacza jeszcze poprawy rentowności, ale jaskółka się pojawiła. Dokładniejsza analiza pojawi się naszych raportach statystycznych, a prognozy na kolejny rok przedstawimy w raporcie Polskie Meble Outlook 2026 już w styczniu. Życzę wszystkim więc poprawy rentowności. Życzę zysków. Życzę satysfakcji z wykonywanej pracy!

No i nie zapominajmy o szampańskiej zabawie w noc Sylwestrową! Najlepszego!

Artykuł ukazał się w miesięczniku #BIZNES.meble.pl w wydaniu grudniowym 2025 r.

Branżowe Centrum Umiejętności

Wielkimi krokami zbliża się moment otwarcia BCU przemysłu meblarskiego w Różanymstoku!

Krajobraz systemu edukacji w Polsce urozmaicony został w ubiegłym roku o nowy rodzaj ośrodków szkoleniowych, a mianowicie Branżowe Centra Umiejętności. Ministerstwo Edukacji Narodowej obok szkół branżowych oraz techników dodało BCU jako ośrodek, który w krótkich formach edukacyjnych, czyli kursach i szkoleniach ma odpowiadać na potrzeby przemysłu. Żeby nie rzucać słów na wiatr, zmiana odbyła się nie tylko na papierze ustaw sejmowych, ale również zorganizowano konkurs na wsparcie utworzenia siatki BCU w różnych branżach. Do konkursu musiały przystąpić „konsorcja” złożone z podmiotu branżowego, w tym przypadku Izby meblarskiej OIGPM oraz podmiotu prowadzącego szkołę branżową – Towarzystwo Salezjańskie prowincja Warszawska, która prowadzi ośrodki młodzieżowe i szkołę branżową właśnie w Różanymstoku. Od ogłoszenia pierwszych konkursów w 2021 roku na tworzenie BCU zabiegałem, aby taki ośrodek powstał, aż w końcu udało się doprowadzić do podpisania umowy w 2023 rok. Później już tylko rok audytów i na wiosnę 2025 można było wbijać łopatę pod budowę nowoczesnego centrum szkoleniowego, a ja zostałem pracownikiem Towarzystwa Salezjańskiego.

Dziś jesteśmy na kilka chwil przed ukończeniem inwestycji i otwarciem. Powstał obiekt o powierzchni około 1300 mkw, w którym w sposób praktyczny będzie realizowanych kilkanaście tematów szkoleniowych i kilka kursów. Mniej więcej 300 metrów zajmuje hala obróbki płyt wyposażona w piłę panelową, okleiniarkę, centrum wiercące oraz centrum CNC. Podobną powierzchnię zajmuje mini fabryka mebli tapicerowanych składająca się w mini skali z krojowni, szwalni i tapicerni. Wszystko wyposażone w automatyczny kater, automaty do cięcia pianki, maszyny do szycia w tym CNC, stanowiska do montażu szkieletów i tapicerowania. Część praktyczną uzupełniają skomputeryzowane sale szkoleniowe, konferencyjne, ekspozycyjne i pokoje do nauki i pracy. 

Po co komu BCU? I do tego jeszcze na Podlasiu… Niejednokrotnie na łamach felietonów i wielu spotkaniach prezentowałem piramidę wieku, która nieubłaganie pokazuje liczny odpływ starszych pokoleń na emeryturę i znaczny niedobór młodzieży wchodzącej na rynek pracy. To jedno z największych wyzwań polskiej gospodarki i branży meblarskiej jednocześnie. Tania siła robocza się skończyła. Zniknęło bezrobocie, a młodzież nie chce ciężkiej pracy fizycznej. Odpowiedzią jest automatyzacja i robotyzacja produkcji, której wszyscy się uczą w biegu i na własnej skórze odczuwając nietrafione decyzje. Szkoły branżowe nie mają ani parku maszynowego, ani kadry, która mogłaby w tym zakresie szkolić. Uniwersytety prowadzą badania naukowe. Firmy natomiast zostają same ze szkoleniem własnych pracowników, bazując na tym co powiedzą dostawcy technologii i ewentualnie sąsiedzi, którzy akurat coś podobnego zaczęli wdrażać. Na rynku nie ma dostępnych szkoleń z obsługi maszyn CNC czy robotów. Nie ma standardów. Tą właśnie lukę będzie uzupełniać BCU. Podlasie natomiast wyniknęło z warunków konkursu narzuconego przez Ministerstwo. Przyznacie jednak, że to piękny i gościnny region kraju! A ja przekonałem się o tym już kilkukrotnie. Do tego ośrodek salezjański w Różanymstoku ma niezwykłą energię, która motywuje, skłania do refleksji i działania. Mam nadzieję, że przekonacie się wkrótce sami.

BCU w Różanymstoku będzie edukacyjną wizytówką branży. Miejscem upowszechniania dobrych praktyk w zakresie współpracy przedsiębiorców i szkół. Miejscem kształcenia młodzieży i osób dorosłych. Tu będą szkolić się nauczyciele ze szkół branżowych i techników oraz instruktorzy z firm. Być może również w tym miejscu przygotowywać się będą do pracy osoby przyjeżdzające do naszych firm z zagranicy. Wybaczcie, że nie wymienię tu wszystkich osób zaangażowanych po stronie Izby, Salezjan czy partnerów technologicznych – wkrótce będzie okazja.

Tymczasem powstaje strona www.bcumeble.pl i profil na Faceboku, a ja oprócz zaangażowania merytorycznego udzielam się medialnie jako nowa gwiazda internetu! Do zobaczenia wkrótce na otwarciu i szkoleniach!

Artykuł ukazał się w miesięczniku #BIZNES.meble.pl w wydaniu listopadowym 2025 r.

Zaskoczenie.

Zapatrzeni na rynek niemiecki gubimy perspektywę podczas gdy konkurencja nam ucieka.

Przez szereg lat Unia Europejska próbowała się bronić przed chińskim przemysłem motoryzacyjnym. Do tego stopnia, że przewoźnicy morscy nie chcieli przewozić Chińskich aut pod pozorem bezpieczeństwa ładunków. Odsunęło to chińską ekspansję faktycznie o kilka lat, do czasu wybudowania przez producentów aut własnej floty samochodowców, ale ostatecznie stało się faktem i od pewnego czasu mamy szturm chińskich marek samochodowych nas stary kontynent. W międzyczasie okazało się, że chińskie auta są wyraźnie tańsze, atrakcyjne wzorniczo, a również pod wieloma względami innowacyjne. Agresywna polityka cenowa skutecznie przełamała bariery emocjonalne i ostatnio udział marek chińskich na rynku polskich i europejskich notuje 5% udział, przy stuprocentowej dynamice rok do roku. W efekcie niemiecki przemysł motoryzacyjny bije na alarm, bo popada w kłopoty, gdyż nie jest konkurencyjny. Nota bene. Cześć z nich wynika z pułapki, w którą sami się zapędzili stawiając na elektryfikację. Kto normalny kupuje elektryczne auto z jego wszystkimi ułomnościami, kiedy jest to obecnie najdroższy sposób na przemieszczanie się? Unio Europejska – zmień sposób opodatkowanie energii to i popularność elektryków wzrośnie.

Razem z kłopotami rynku motoryzacyjnego na alarm powinni też bić meblarze, dla których niemiecki odbiorca stanowi blisko 40% portfela zamówień. Geografia jest tu nie ubłagana i nasza lokalizacja – raz przekleństwo, raz błogosławieństwo – stawia nam Niemcy jako głównego partnera handlowego. Przynajmniej na transporcie możemy zyskać przewagę 4-7% wobec konkurentów europejskich i około 8-12% w przypadku handlu z Azją. To jednak nie wystarcza. Jeśli popatrzycie na wyposażenie podstawowych modeli aut chińskich i podstawowe wyposażenie europejskich marek zrozumiecie co mam na myśli. Chińczycy dziś w standardzie oferują dużo więcej niż marki europejskie. Pomimo iż gama silników jest raczej uboga to lista opcji komfortu w „standardzie” jest imponująca. I pozamiatane.

Na branżowym spotkaniu w tym roku szefowa zakupów globalnych IKEA powiedziała, że pomimo całej sympatii dla polskich meblarzy – zbyt wolno adaptują się oni do nowych warunków. Ja dodam przysłowie – to nie duzi zjadają małych, tylko szybcy zjadają wolnych. Mam wrażenie, że tak właśnie jest z Polskim meblarstwem. Jakbyśmy się pogodzili z utratą pozycji i brakuje nam pomysłu na nowy skok do przodu. Wynagrodzenia są wysokie, a praca ludzka będzie jeszcze droższa. Drewno zdrożało, a żeby nie staniało za bardzo w czasie dekoniunktury lasy ograniczają jego pozyskanie pod płaszczykiem ochrony przyrody. Prąd mamy w cenie najwyższej na świecie i niewiele wskazuje na to, aby ta sytuacja się szybko zmieniła. Próbujemy co prawda przesuwać naszą ofertę do wyższej półki, ale robimy to tak jakbyśmy nie chcieli urazić Niemców, Włochów, Szwedów, Duńczyków. Czyli oferujemy coś lepszego, ale uważamy, żeby nie było „zbyt dobre”. Popatrzmy może jak wspomniane auta z Chin wyróżniają się na tle niemieckich aut. Dlaczego my mamy mieć kompleksy? A może tak się dzieje, bo nie mamy swojej dystrybucji? Nie mamy innych atutów?

Jak zapewne zauważyliście byłem ponownie w Indiach przy okazji targów Index Plus. W tym roku jedna polska firma zdecydowała się na stoisko. Co ciekawe zaprezentowała markę niemiecką, którą niedawno kupiła, a której produkcja odbywa się w Zielonej Górze. Co ciekawe właścicielem tej polskiej firmy jest Hindus. Zrobiłem też misję po luksusowych sklepach meblowych. W cztery dni w New Delhi odwiedziliśmy ponad 10 lokalizacji z ofertą luksusową, których łączna powierzchnia wystawiennicza przekroczyła 20 tyś mkw. To więcej niż powierzchnia z podobną ofertą w Warszawie. Istotna część to marki indyjskie, które nie mają zahamowań wobec włoskiej konkurencji i grają jak równy z równym. Zaskoczeni? Gdzie są polskie marki luksusowe?

Na naszych oczach dzieje się rewolucja nie tylko z uwagi na geopolitykę i sztuczną inteligencję. Na rynek wchodzą nowi gracze, nowi klienci i nowe pokolenia, które oczekują luksusu w cenie „abonamentu do serwisu streamingowego”. Co na to polska branża meblarska? Jaką mamy ofertę?

U S Ł U G I

Usługi mają budować bogactwo społeczeństw, ale czy tradycyjne polskie meblarstwo potrafi włączyć w swój model biznesowy ten sposób działania?

Ewolucja globalnych gospodarek coraz bardziej skłania się ku sektorom usługowym, kreśląc przyszłość, w której to one przyczyniają się do bogactwa społeczeństw bardziej niż tradycyjne przemysłowe potęgi. Tak jak rolnictwo ustąpiło miejsca przemysłowym kolosom, tak dziś obserwujemy, jak przemysł przeżywa podobną transformację. Ta zmiana paradygmatu podkreśla potrzebę, aby branże, takie jak polski sektor meblarski, twórczo włączały usługi do swoich modeli biznesowych.

Profesor Klaus Schwab, założyciel Światowego Forum Ekonomicznego, od dawna propaguje ideę Czwartej Rewolucji Przemysłowej – połączenia sfer fizycznych, cyfrowych i biologicznych – gdzie nacisk kładzie się na usługi napędzane technologią i innowacją. Ta rewolucja daje jasny kierunek: gospodarki i branże zakorzenione w tradycyjnych metodach muszą przejść na integrację usług, aby pozostać konkurencyjne.

Rozważając tę koncepcję, polscy producenci mebli znajdują się na kluczowym etapie. Historically rozwijali się dzięki konkurencyjnej cenowo produkcji, przede wszystkim ze względu na stosunkowo niższe koszty pracy i ustalone schematy eksportowe, polskie firmy borykają się z nowymi wyzwaniami. Patrząc globalnie na zdolności produkcyjne przemysłu meblarskiego, można dojść do wniosku, że obniżka krańcowych kosztów produkcji spowoduje obniżanie cen wyrobów wobec ograniczonego popytu, szczególnie na rynkach ustabilizowanych demograficznie. Dojdziemy do momentu, kiedy okaże się, że klient nie potrzebuje kolejnego regału, szafy czy stołu. Na globalnym rynku, przeżywającym okres ochłodzenia po pandemicznej gorączce, a charakteryzującym się wzrastającą koncentracją na kliencie, konieczne staje się rozbudowanie oferty usług dla utrzymania rentowności.

Klasyczny model przemysłu meblarskiego w dużej mierze opierał się na ekonomii skali, jednak współczesny rynek wymaga bardziej zniuansowanych interakcji. Nie chodzi tylko o tworzenie produktów, ale o kreowanie doświadczeń i rozwiązywanie problemów klienta ostatecznego.

Integracja modelu zorientowanego na usługi wymaga redefinicji potrzeb na rynku pracy. Meblarstwo zmaga się z niedoborem na rynku pracy z powodu zmian demograficznych. Dlatego wykorzystanie usług automatyzujących operacje lub zaspokajających szersze potrzeby konsumentów za pośrednictwem platform cyfrowych mogłoby złagodzić spadek dostępności siły roboczej i rosnące dynamicznie koszty wynagrodzeń. Ponadto wdrożenie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji i robotyce nie tylko zwiększa efektywność, ale także umożliwia firmom zapewnienie spersonalizowanych doświadczeń klientom.

Międzynarodowa konkurencja nie śpi. Gospodarki azjatyckie, z ich gigantyczną skalą i ugruntowanymi zdolnościami produkcyjnymi, stanowią poważne zagrożenie. Jednak skupienie się na ekologii, bezpieczeństwie i wygodzie odbiorcy końcowego, np. poprzez usługi takie jak programy odbioru starych mebli, usługi leasingowe, inteligentne wizualizacje i sugestie doboru mebli czy promowanie zasad gospodarki o obiegu zamkniętym poprzez wykorzystanie materiałów z recyklingu, może nie tylko zwiększyć międzynarodową atrakcyjność polskich producentów, ale również dostosować się do globalnych celów zrównoważonego rozwoju. Trendów pewnie zaobserwują Państwo jeszcze kilka innych: handel ponadgraniczny oraz handel internetowy, dostępny zawsze online razem z szybką dostawą, tworzą nowy krajobraz dla konsumenta. Ważne, aby wdrażane rozwiązania były ekonomicznie korzystne dla firmy i klienta.

Rządy i organizacje branżowe mają kluczową rolę do odegrania w tej transformacji. Działania, takie jak te, które prowadzi Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli na styku negocjacji branża – Rząd, mogą inicjować wsparcie i rozwój modeli biznesowych opartych na usługach na forach międzynarodowych.

Niespokojna sytuacja gospodarcza na świecie wskazuje na potrzebę utrzymania kluczowych kompetencji przemysłowych na „swoim” terenie i zadaje kłam podejściu „tylko usługi”. Dziś trzeba umiejętnie połączyć kompetencje produkcyjne i usługowe razem dla zapewnienia bogactwa i bezpieczeństwa.

Artykuł ukazał się w miesięczniku #BIZNES.meble.pl w wydaniu czerwiec-lipiec 2025 r.

Polskie Drewno Surowcem Strategicznym

W dobie wyzwań z zakresu obronności i bezpieczeństwa ogłaszanie drewna polskim surowcem strategicznym może wydawać się mało poważne – ale jest wręcz przeciwnie.

Na wykładzie inauguracyjnym, gdy rozpoczynałem studia na Wydziale Technologii Drewna, padło zdanie, które co jakiś czas do mnie wraca: liczba zastosowań drewna przekracza dziś 30 tysięcy. Od materiału budowlanego i konstrukcyjnego, przez papier i jego wszelakie zastosowania, po meble, podłogi, galanterię, elementy narzędzi, opakowania, aż po opał – pellet, biogaz czy nitrocelulozę, będącą składnikiem materiałów wybuchowych i paliwa rakietowego. Nie dość, że drewno jest tak wszechstronne, to jeszcze przyjazne środowisku, odnawialne, lekkie i wytrzymałe. Magazynuje dwutlenek węgla itd., etc… Zresztą, kogo ja przekonuję – przecież mówimy do branżowych fachowców.

Po drugie – ogromną zaletą drewna jest to, że mamy je w zapasie. Inaczej niż pierwiastki ziem rzadkich, których raczej nie mamy i nie będą naszą kartą przetargową. W czasie kryzysów drewno i wyroby z niego stają się ostoją bezpieczeństwa. Zaspokajają podstawowe potrzeby fizjologiczne: potrzeba schronienia, bezpieczeństwa (miejsce spoczynku, osłona, ciepło). Podczas wojen drewno zabezpiecza okopy, służy jako konstrukcja namiotów, prycz, pak samochodów transportowych itd. W ostatnich miesiącach kilkukrotnie pisałem o zasobach drewna w Polsce – mamy go ponad 2,7 miliarda metrów sześciennych i zapas ten stale rośnie.

Mamy więc krajowe drewno, o szerokim zastosowaniu i – co więcej – z perspektywą wzrostu zapotrzebowania (poza Europą populacja rośnie, postępuje urbanizacja). Drewno daje nam miejsca pracy, utrzymanie rodzin, firm, współpracujących branż i całej polskiej gospodarki. W sektorze leśno-drzewnym pracuje ponad 400 tysięcy osób – a biorąc pod uwagę średnie gospodarstwo domowe, z „drewna” utrzymuje się ponad milion osób w Polsce. Pośrednio – blisko 3 miliony. Przetwórstwo drewna to kluczowy element łańcucha wartości: od lasu do domu.

Cieszy, że deklaracja „drewno polskim surowcem strategicznym” padła podczas marcowego kongresu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii. Nie usłyszałem jednak, z czym to hasło ma się wiązać. Ministerstwo Klimatu i Środowiska uparcie twierdzi, że wprowadzone w zeszłym roku – w trybie „interwencyjnym” – moratorium na pozyskanie drewna nie wpłynęło na kondycję firm. Nadal brnie w powiększanie i tak już dużych obszarów chronionych w Polsce. Tymczasem profesor Socha wyraźnie pokazał, że jeśli nie będziemy odnawiać drzewostanów, to za 20–30 lat duże połacie polskich lasów będą martwe. Stare drzewa nie mają zdolności przystosowania się do zmian klimatu – młode już tak.

Dlatego chciałbym zabrać głos i wskazać kilka postulatów, które mogłyby nadać realny kształt deklaracji o uczynieniu drewna surowcem strategicznym:

Po pierwsze – konieczne jest opracowanie wieloletniej Strategii Sektora Leśno-Drzewnego w Polsce. Czesi właśnie ogłosili podobny dokument.

Po drugie – należy wzmocnić badania i rozwój w zakresie: las – drewno – wyroby z drewna. Na zasadach adekwatnych do specyfiki tego sektora – bo z biotechnologią czy AI nie mamy szans konkurować. Branża już kiedyś złożyła wniosek o utworzenie sektorowego programu badawczego Woodinn – po nieudanym naborze zamiast go poprawić, został po prostu zamknięty.

Po trzecie – promocja. Drewno i wyroby z drewna powinny zostać objęte krajową kampanią promocyjno-edukacyjną, bo w ostatnich dwóch latach zrobiono wiele, by obrzydzić Polakom pozyskiwanie drewna z lasu. Promocja międzynarodowa powinna być komplementarnym komponentem tych działań.

Po czwarte – obniżenie VAT na wyroby z drewna do 8% wzmocniłoby krajowy rynek i dało Polakom szansę w większym stopniu korzystać z produktów z polskiego drewna.

Zachęcam do kontaktu i dzielenia się pomysłami w tym zakresie: brstudio@brstudio.eu

Skoro już drewno ma się stać surowcem strategicznym, to nie mogło zabraknąć raportu B+R Studio na ten temat. Zapraszam do nabywania i lektury Polskie Drewno Outlook 2025.

Artykuł ukazał się w miesięczniku #BIZNES.meble.pl w wydaniu majowym 2025 r.