Rynek mebli plażowych

Moim wymarzonym zajęciem jest sprzedaż mebli plażowych w rejonie morza śródziemnego!

W ofercie przedstawiam na początek drewniane, plastikowe, metalowe leżaki plażowe oraz worki wypełnione styropianem lub po prostu dmuchane leżaki! Do tego stoliki oraz krzesełka, ławki, płotki, oraz parasolki. To wszystko również w kilku konfiguracjach, materiałach i stylach. Producentów tego typu produktów zapraszam do współpracy – poproszę na email tylko poważne oferty. Z takim portfolio wyruszam do wymarzonej pracy. Kierunek – najbliższe ciepłe morze, czyli Adriatyk. Rozpoczynam we włoskim Trieście, a następnie kilometr po kilometrze przesuwam się przez wybrzeże Włoch, Francji, Hiszpanii, Portugalii. Natomiast w drugim roku przeciwnie – w stronę wschodnią przez Słowenię, Chorwację, Czarnogórę, Albanię aż po Grecję i wszystkie jej wyspy, a czasem nawet do Bułgarii i dalej. Jeszcze kiedyś muszę zahaczyć o północne wybrzeże Afryki. A wybrzeże Morza Czarnego, Malediwy czy Karaiby przyjdzie czas za kilka lat.

Typowy dzień pracy rozpoczynam tak około godziny dziewiątej i po 2 godzinach pracy przy komputerze jestem gotowy do wyjazdu w teren. Ta ciekawa praca polega na przemieszczaniu się od baru do baru – oczywiście plażowego – z ofertą moich wakacyjnych produktów. Każdego dnia przez urocze miejscowości i plaże zgodnie z zasadą „jeden bar – jedna kawa”  jestem w stanie odwiedzić najwyżej 4 dziennie. Najbardziej lubię bary z ponad 100 łóżek plażowych i co najmniej 50 miejscami w barze.  A bywają one różne – luksusowe i dość podrzędne. Stylizowane na klimat kubański i tropikalny albo klimatyczne regionalne. Różni są też właściciele i menedżerowie. Niektórzy bardzo rzeczowi, a niektórzy wakacyjnie rozwlekli, inni podejrzliwi, a jeszcze inni podejrzani… Nie mniej interes typu business to business.

Już około 15 nadchodzi czas na plażowy obiad. Okoń morski, sea bass lub Levrek to moja ulubiona ryba. Mogą też być owoce morza serwowane same lub ze spaghetti albo risotto. Czasem grillowane warzywa i zupa rybna, której jest kilkanaście rodzajów. A czasem zwykły kebab i frytki. Po nasyceniu trzeba chwilę odpocząć a następnie wziąć obowiązkową kąpiel i w chłodzącej turkusowej toni morskiej. Przed zachodem trzeba zameldować się w kolejnym hotelu na trasie. Prysznic, zmiana ubrania, zimny napój i można wyjść na nadmorską promenadę.  Morska bryza po zachodzie słońca przynosi przyjemne ukojenie po skwarze dnia. Kolejne nadmorskie restauracje zapraszają muzyką, zapachami i różnorodnym wystrojem. Trudno zapomnieć o pracy w takich warunkach. Można jeść kolację i rozmawiać o biznesie z kolejnym klientem. Trzeba tylko pamiętać, żeby negocjacje nie przeciągnęły się zbytnio w noc, ponieważ rano będzie trudno zrealizować plan na kolejny dzień.

Co roku kilkadziesiąt milionów Europejczyków wybiera urlop nad morzem. Co roku kilkadziesiąt procent plażowego ekwipunku wymaga odnowienia. Nie są to co prawda bardzo drogie meble, ale przy ilości łapie się i skalę i opłacalność. Jakość może być zróżnicowana w zależności od kategorii lokalu i oczekiwań miejscowego klienta. Niestety nie ma na plażowe meble żadnej statystyki i nie odnalazłem żadnego raportu na ten temat, ale biznes kwitnie wraz ze wzrostem zasobności portfeli i oczekiwań turystów, którym  nie wystarcza już leżenie na kamieniach przykrytych tylko ręcznikiem plażowym.

Jest tylko jeden haczyk w dzisiejszym felietonie… Niestety nie prowadzę biznesu z plażowymi leżakami… Natomiast za każdym razem kiedy wyjeżdżam na letni urlop i leżę na leżaku w słońcu południowej Europy rozmyślam wśród szumu fal, że ktoś musiał im te wszystkie leżaki sprzedać… Czas iść się wykąpać do morza… Leniwie pozdrawiam…

Wyzwania!

Przed polskimi meblami stają całkiem nowe wyzwania. Zadania wymagające podejścia, do którego nie jesteśmy przywykli, i tak na „meblarski” sposób myślenia są takie „nie nasze”.

Szczególnie teraz trzeba zacząć mówić o tym co nowego jest do zrobienia, ponieważ koszty rosną szybciej niż przychody, a zwykłe zatrudnienie dodatkowych osób nie wchodzi już w grę. Trzeba wreszcie uświadomić sobie co można zrobić, żeby utrzymać się na rynku i szczerze zmierzyć się z owymi zadaniami. Tylko tak można będzie zrobić krok na przód. Jestem przekonany, że nie wszyscy wyzwaniom sprostają, ale też uważam, że nie wszyscy, którzy dziś to robią muszą nadal produkować meble. No więc o co chodzi.

Wyzwanie nr 1. Korporacja. Zacznijmy od cytatu z ust właściciela średniej firmy „Nasi pracownicy cenią naszą firmę, ponieważ nie jesteśmy korporacją – jesteśmy taką rodzinną firmą.” Ja odpowiem – No jakby korporacja była jakimś złem! Jednocześnie dodam, że znane mi „korporacje” radzą sobie zdecydowanie lepiej niż „nasza rodzinna firma”. I jeśli prezes naprawdę dba o swoich ludzi to powinien czym prędzej zacząć myśleć o swojej firmie właśnie jako o korporacji. Może ujmę to inaczej – powinien zacząć stosować dobre praktyki opracowane przez korporacje. Porządek, procedury, kontrolę, efektywność – bez tego typu działań „nasze” rodzinne firmy nie dadzą rady wytrzymać presji korporacji. Mówiąc „korporacja” mam też na myśli podejście właścicieli do swoich firm. Oczywiście nadal jest to ich firma, ale nie można dłużej pieniędzy firmowych traktować jak pieniędzy prywatnych i oczekiwać, że pracownicy zachowają najwyższe standardy gospodarności i efektywności widząc, że właściciel wydatki prywatne „wrzuca w koszty”. Przykład porządku, oszczędności i efektywności musi iść od góry.

Wyzwanie nr 2. Konsolidacja. Z jednej strony w sposób naturalny firmy są przejmowane kiedy nie radzi sobie obecny zarząd, albo właściciel nie ma sukcesora. Rzecz jednak w tym, że dopiero jeśli właściciele dzisiejszych firm zrozumieją, że mogą nadal zarabiać pieniądze i to większe pieniądze, łącząc swoje konkurencyjne wcześniej fabryki, wtedy nastąpi prawdziwa konsolidacja. Pomyślmy na przykład tak – gdyby powstał holding „Meble Kępno” z całym swoim regionalnym potencjałem; gdyby powstał holding Wójcik, Forte, Gala, gdyby powstał holding BRW, KLER, JAFRA … i tak dalej, i tak dalej… Oczywiście to fikcja literacka, ale korzyści dla właścicieli byłyby milionowe. Szacuję, że na polskim rynku mogłoby powstać 4-5 grup o obrotach powyżej 1 mld euro. To myślenie również jest obce większości naszych właścicieli, ponieważ oznacza, że przynajmniej część z nich ma przestać się zajmować tym, czym do tej pory zajmowała się. Że należy zaufać i zarządzanie przekazać komuś innemu. „A jeśli spieprzy to co do tej pory dobrze działało?” No cóż – należy uważnie wybrać komu powierzamy zarządzanie firmą i lepiej, żeby to były osoby, które mają realne doświadczenia i nie będą uczyły się dopiero na żywym organizmie. Kilka tygodni temu od menadżera dużej firmy usłyszałem – w meblach korzyści z konsolidacji byłyby ogromne! I jestem przekonany, że ma rację.

Wyzwanie nr 3. Inwestorzy. Na koniec okaże się, że nawet nasze największe firmy, nawet wyimaginowane holdingi mają za mało pieniędzy na rozpychanie się na międzynarodowym rynku. Okaże się, że do myślenia o rozwoju i o przyszłości potrzebne jest dużo więcej pieniędzy niż mamy w Polsce. Wtedy trzeba będzie ponownie siebie samego zapytać: „Czy jestem gotowy na pozyskanie kapitału od inwestorów?”. I jeśli ci inwestorzy nawet pojawią się na horyzoncie to zapytają :„Jak wygląda Twój bilans? Czy procedury są przejrzyste? Czy pieniądze nie będą wyprowadzane na prywatne wydatki? Itd.” Zapytają, ponieważ Ci inwestorzy będą prawdopodobnie pochodzili z korporacji, albo do oceny biznesu zatrudnią ludzi z korporacji, co na to samo wychodzi.

Niniejszy felieton napisałem na lotnisku w Chinach w drodze na spotkanie robocze World Furniture Confederation, gdzie przy okazji poszukuję inwestorów na rozwój biznesu meblowego w Polsce.

Renesans płyt

Rynek płyt drewnopochodnych przeżywa obecnie etap ważnych przemian i sporo też mówi o przyszłości polskiego meblarstwa.

Przez wiele lat sytuacja na rynku produkcji płyt była względnie stabilna: Konospan, Kronoswiss (wcześniej korzystający z nazwy Kronopol) i Pfleiderer rozdawali karty na rynku produktów dla meblarstwa. Korzystając z ograniczonej konkurencji dyktowali ceny i warunki na rynku. Z drugiej strony poniesione nakłady na rozwój zakładów były niebagatelne i samo to wymuszało utrzymanie rentowności biznesu płytowego oraz egzekwowanie podwyżek cen za każdym razem, gdy tylko było to możliwe.

Niewiele zmieniła sytuację IKEA, która otworzyła fabrykę w gminie Orla w 2012 roku. Z pewnością zabolało to Pfleiderer, u którego wcześniej IKEA kupowała większość HDF. Obroty meblarzy jednak rosły i zapotrzebowanie na płytę również, więc sprawa rozeszła się po kościach.

Prawdziwe rewolucje przynoszą dopiero budowy fabryk płyt przez Forte i EGGER. Wydajność fabryk płyt wiórowych działających w Polsce do końca 2017 roku wynosiła około 3,2 mln metrów sześciennych. Podawana przez GUS liczba 5,8 milionów metrów sześciennych wynika z policzenia najpierw płyt surowych, a następnie ponownie tych samych płyt po ich uszlachetnieniu. Dodatkowo około 2 mln metrów sześciennych płyty wiórowej było w 2017 roku zaimportowane do Polski, przy 450 tysiącach metrów płyty wyeksportowanej.

Widać, że zapotrzebowanie na płytę przekracza możliwości produkcyjne zainstalowane w Polsce co też winduje ceny w górę. Decyzje o budowie nowych fabryk są w tej sytuacji zrozumiałe. Fabryka Tanne działająca w grupie Forte ma przede wszystkim zapewniać materiał do produkcji własnej, a nadwyżki sprzedawać. Jej docelowa wydajność to pół miliona metrów sześciennych rocznie. Fabryka  EGGER to docelowo ponad 700 tyś metrów sześciennych rocznie. A więc na rynku zainstalowana moc wzrośnie o 1/3, ale i tak będzie to mniej niż ilość importowana.

Produkcja płyty to jednak nie jest prosta sprawa. Co prawda Tanne skutecznie przeprowadziło niełatwy proces inwestycyjny i ruszyło z produkcją, to jednak w dalszym ciągu nie osiąga założonej wydajności i trafiło się kilka nieplanowanych przestojów. Pierwszy rok to rozruch technologiczny i czas niezbędny na ustabilizowanie procesu.

Pomimo, że ani Tanne ani tym bardziej EGGER nie osiągają mocy produkcyjnej to ceny płyty wyraźnie spadły w ostatnich miesiącach co jest moim zdaniem elementem presji rynkowej konkurentów, którzy nie zamierzają ułatwiać życia nowym graczom. Rozwój sytuacji jest dla osoby analizującej rynek emocjonujący jak w dobrym filmie sensacyjnym. Z pewnością ma ona też niebagatelne znaczenia dla producentów, ponieważ może dać „oddech” w czasach nieustannej presji kosztowej. I tu dochodzimy do drugiego ważnego punktu: dlaczego postanowiłem poświęcić felieton rynkowi płyt? Dlatego, że po 3 latach przerwy ponownie opracowałem raport o rynku płyt drewnopochodnych w Polsce. Czwarta edycja raportu z pewnością da Państwu szersze spojrzenie na sytuację zaopatrzenia w płytę. Na koniec szybki wniosek: Pomimo, że na Białorusi można produkować taniej, to jednak rozwój produkcji płyt w Polsce pośrednio wskazuje, że produkcja mebli z płyt będzie tu opłacalna przez co najmniej kolejne 15 lat. Polecam lekturę.

Subiektywne spojrzenie na 60 felietonów Tomasza Wiktorskiego w BiznesMeble.pl

Zapraszam Państwa do ekspresowego i subiektywnego przeglądu tematów, które prezentowałem na łamach miesięcznika w latach 2011-2017.

7-8/2011. Zaczęliśmy od problemu skali współpracy z Chinami. Baliśmy się wtedy, że nas skopiują, boimy się i teraz.  Nie bójmy się! KUKA kupiła Rolfa Benza zamiast go kopiować.

10/2011. W zasadzie nie istnieje żaden skoordynowany program promocji polskich mebli. Dziś PARP kończy projekt Strategia promocji marki polskiej branży meblarskiej na lata 2018-2020.

11/2011. Kryzys zmusił firmy do poszukiwania odbiorców na bardzo odległych rynkach na całym globie (…), a ich potencjał importowy na meble wykorzystujemy dopiero w 0,1-0,2%.

1/2012. System sprzedaży drewna rozgrzewał umysły już pod koniec 2011 roku i przez kolejne co najmniej 3 lata. Do dziś nie jest doskonały.

2/2012. IMM 2012: Na wspólnym stoisku zaprezentowało się 17 firm z Polski. Stoisko miało tylko 200 mkw. 2018 – 68 firm na własnych stoiskach, większość z dotacjami unijnymi.

3/2012. W dużych salonach meblowych pomimo tego, że byłem jedynym klientem w sklepie, żaden sprzedawca nie wykazał chęci sprzedania mi czegokolwiek…

5/2012. Doświadczenia z aranżacją i przymierzaniem mebli  (online) jaki oferują VOX czy Agata Meble zakończyłem po kilku śmiesznych i nieudanych próbach.

8-9/2012 Tanie już dłużej nie może oznaczać brzydkie – uważam, że nadal aktualne!

10/2012 Czy zauważyli Państwo ostatnio, że zdecydowanie więcej w mediach, mówi się o meblach?

1/2013. Polska przestaje być beneficjentem globalizacji rozumianej jako lokowanie miejsc pracy nad Wisłą i musi walczyć marką, designem, internetem -czyli zupełnie inaczej niż dotychczas.

3/2013. Zbadałem, grupę ponad 100 firm.  70-80% produkcji to podwykonawstwo na rzecz zagranicznych sieci. Tylko 20% firm kreuje własny produkt.

 5-6/2013. Jesteśmy najważniejszym drugoplanowym aktorem światowego meblarstwa! Czy nadal?

10/2013. Chyba nikt ze znanych mi producentów, nie uczynił z Ekologii swojej misji, pozycji strategicznej, myśli przewodniej. –  2019 Chyba w Polsce nadal nikt.

11/2013. Nie mamy kultury współpracy przedsiębiorców z projektantami. -2019  Nadal nad tym pracujemy choćby w projekcie Granty na dizajn

1/2014. Nie twierdzę teraz, że tradycyjny model biznesowy przestanie istnieć, ale twierdzę, że pojawiają się nowe modele biznesowe, których mogą odebrać  cześć rynku.

2/2014 Skoro jest biznes, który ma wiele punktów sprzedaży, to jest on przez wiele osób traktowany jako wiarygodny – to element sukcesu sieci, a  dochodzą korzyści skali.

3/2014 Już nigdy w Polsce nie będzie się sprzedawać tyle mebli co w 2009 roku. (licząc w sztukach)

8/2014. Uważam, że w najbliższych latach na znaczeniu zdecydowanie zyskają pozapłacowe czynniki motywacyjne.

10/2014. Meble to takie banalne przedmioty… Tak widzi je większość społeczeństwa, ponieważ sami tak się przedstawiamy

12/2014. Wiem, że dziś Europa nie chce ekskluzywnych mebli z Polski, tylko ekonomiczne i tanie. Bez zmiany postrzegania polskich mebli, nie zmienimy znacząco polskiej  gospodarki

1/2015. Trendy na 2015: Śrubowanie wyników eksportowych. Jedyny rozsądny kierunek rozwoju. Wzrost konkurencji o pracownika. Ciekawsze wzornictwo, większa wydajność.

2/2015. W Polsce nie wiele zwraca się uwagi na możliwość wpływania na polityki Unii Europejskiej – 2019 Dopiero od niedawna słyszę głosy z prośbami o interwencje w Europie.

4/2015. Osobiście uważam, że program promocji dla branży meblarskiej nadal jest potrzebny –  2019 Nadal tak uważam.

5/2015. W 2012 bałem się konfigurować meble przez internet, ale już w maju 2015 kupiłem wyposażenie do całego pokoju skonfigurowane online.

8/2015. Należy zrównoważyć nacisk, który jest kładziony na kwestie technologiczne i kompetencje inżynierskie z interdyscyplinarnym podejściem do projektowania produktów i usług.

9/2015. Pozycja meblarstwa jest dużo lepsza niż w poprzedniej perspektywie finansowej Unii Europejskiej, ponieważ w końcu meblarstwo zostało wymienione wśród branż priorytetowych.-

10/2015. Porównałem liczbę placówek handlowych wybranych sieci z roku 2010 i 2014. IKEA +1, Jysk +65, Agata +5, Bodzio +70, Abra +23, Black Red White +12

12/2015. Najistotniejszą wskazywaną obecnie barierą jest dostępność wykwalifikowanej kadry.

4/2016. Wybór mebli to coś dużo bardziej skomplikowanego, a preferencje estetyczne zmieniają się tak jak gusty muzyczne.

8/2016. Zidentyfikowaliśmy co najmniej 170 aktywnych sklepów internetowych, a w każdym tygodniu wyławiamy nowe.

12/2016. Polskie firmy muszą konkurować dziś w skali globalnej, więc i w zakresie podatków oczekiwałbym od Rządu oferowania rozwiązań konkurencyjnych w skali globalnej.

1/2017. Jeśli nie wydarzył się przez ostatnie dwa-trzy tygodnie żaden kataklizm, to gdy Państwo czytają niniejszy felieton ja zostałem menadżerem programu Polskie Meble w PFR.

2/2017. Jacy jesteśmy dumni, że wyszło taniej, taniej, taniej. Najbardziej dumni z naszych postępów są handlowcy zachodnich sieci handlowych

3/2017. Za 10 lat ludzie nadal będą korzystać z mebli. Europa, Stany, Japonia dalej będą najbogatszymi regionami świata, ale znaczący postęp będzie w Indiach, Chinach, w Afryce.

4/2017. Za dziesięć lat będziemy rozmawiać z tymi, którzy właśnie zrealizowali swój wielki śmiały ryzykowny cel i będziemy wspominać tych, którzy dekadę wcześniej nie mieli determinacji do wysiłku.

Myśl globalnie, czyli 10 lat w przyszłość

Gdzie będziemy z naszymi firmami za dziesięć lat? –  to jedno z najważniejszych pytań, które mnie nurtuje i które chcę postawić właśnie przed Czytelnikami BIZNES meble.pl.

Zacznijmy od tego, gdzie Państwo byliście ze swoimi firmami 10 lat temu. Sięgnąłem do tekstu biuletynu Izby z połowy roku 2007. „Wbrew zapowiedziom, koniunktura w meblarstwie coraz lepsza!” głosił tytuł w nagłówku. Ciekawostka, wtedy biuletyn izbowy drukowany był w „Gazeta drzewna. Polski Holz-Zentrallblatt”. Dziś to wydawnictwo nie istnieje, co nie oznacza, że pracownicy tegoż wydawnictwa umarli z głodu. Pozdrawiam serdecznie redaktora Janusza! Wróćmy jednak do statystyki sprzed dekady. Wynik za rok 2006 oszacowano na 20,4 mld złotych (dla firm zatrudniających powyżej 49 osób) – wzrost o 13,4% w porównaniu do roku poprzedniego. Wielkość zatrudnienia 113,5 tys. (dla tej samej grupy firm), wysokość przeciętnego wynagrodzenia 1900 zł brutto. Wolumen mebli sypialnianych 2 455 000 szt. Sprawdźmy teraz ile wyniosły szacunkowe wartości za rok  2016, a mianowicie: produkcja sprzedana 33,4 mld zł (wzrost o 63,5% w porównaniu z 2006 r.), zatrudnienie 120,5 tyś. osób (wzrost o 6,2%), wynagrodzenia 3300 zł brutto (wzrost o 73%), wolumen mebli do sypialni 6 387 000 (wzrost o 260%!). No dobrze, specjalnie wybrałem meble sypialniane, ponieważ tu wzrost był najbardziej spektakularny.  Zdecydowanie poprawiliśmy wydajność i skalę działalności, ale już parametry wzrostu wynagrodzeń i liczby zatrudnionych pokazują, że nie możemy być spokojni o skuteczność dzisiejszego modelu biznesowego. Potrzeba nam obniżenia pracochłonności, zwiększenia wartości dodanej do produktu, skrócenia dostępu do klienta ostatecznego.

Moja znajoma ostatnio mówi do mnie z troską: „Słuchaj, ty tak mówisz, że chcesz budować wartość dodaną do mebli, czy to oznacza, że dla nas te meble mają być jeszcze droższe?” „Po pierwsze mają być dobrze zaprojektowane” – odpowiedziałem. Chciałem udowadniać, że nie chodzi o to, żeby były droższe, ale żeby przedstawiały większą wartość, żeby spełniały dodatkowe funkcje, za które będziemy chcieli więcej zapłacić. De facto ma to się sprowadzić do wyższej ceny za kilogram. Półka nadal może być półką, ale wyprodukowana z innego, lżejszego materiału niż drewno lite, może być tyle samo warta dla nabywcy (a jednak droższa w przeliczeniu na kilogram) i dużo tańsza do wyprodukowania dla producenta – kłaniają się B+R’y.

Na wstępie specjalnie użyłem stwierdzenia: „Gdzie chcemy być?”, a nie „Co nas czeka za 10 lat?”. To pierwsze sformułowanie zachęca do działania, do przygotowania planów, podczas gdy drugie wskazuje na bierność. To dobry czas na postawienie sobie zadania  pt. „Wielki, Śmiały, Ryzykowny, Cel” – proszę poszukać w literaturze publikacji na ten temat. Za dziesięć lat będziemy rozmawiać z tymi, którzy właśnie zrealizowali swój wielki śmiały ryzykowny cel i będziemy wspominać tych, którzy dekadę wcześniej nie mieli determinacji do wysiłku, podjęcia po raz kolejny ryzyka i otwartości na zmiany, albo po prostu nie wiedzieli jak to zrobić. Jesteśmy wychowywani w kulturze potrzeby indywidualnego sukcesu i nieomylności autokratycznego lidera co łączy cechy styku kultur wschodu i zachodu. To „ja” mam podjąć decyzję, „ja” powinienem wiedzieć lepiej od mojej załogi, „ja”. To chyba ślepy zaułek. Zmieniają się czasy, wyzwania i zmieniają się ludzie. Google nie wie wszystkiego, wie tylko kogo zapytać. Współpraca i podzielenie się pomysłami na rozwiązanie problemu lub delegowanie podjęcia decyzji nie zdejmuje z lidera odpowiedzialności za decyzję, a pozwala na uzyskanie lepszej jakościowo decyzji i większe zaangażowanie zespołu. Chciałbym Państwu powiedzieć: Nie musicie sami wszystkiego wymyślać! Przeznaczcie pewien odsetek zysku, albo pewien czas waszych zespołów na prace strategiczne, zainwestujcie w startupy, etc. Postawcie cele i dobierzcie ludzi.

Ja stawiam tezę, że za dziesięć lat będziemy przynależeć do grupy liderów meblarstwa, a polskie marki  wymieniać będzie się jednym tchem z Ikeą, Steinhoffem i niemieckimi grupami zakupowymi. Pojawią się też mocni, bardzo mocni operatorzy internetowi. Czy mamy w Polsce kogoś na tyle ambitnego, żeby zrobić globalną platformę handlu meblami? B2B, B2C? Kogoś, kto ma na tyle autorytetu, żeby zmobilizować razem kilku partnerów, poszukać udziałowców, podzielić się zyskami zachowując władzę? To jest pytanie do Państwa, każdego z osobna. Jesteśmy w grupie kilku krajów, które mają dostęp do technologii i do zasobów produkcyjnych. Poziom technologiczny na świecie jest wyrównany. Szanse są zbliżone.

Zapraszam do dyskusji tomasz.wiktorski@pfr.pl

10 lat temu

W Niemczech nie ma wielu firm meblarskich, które działały tam 10 lat temu. Nie ma, ponieważ nie były przygotowane na zmianę.

Cztery dni rozmów o designie w Katowicach uwrażliwiły mnie na kwestię niepewności przyszłości, a w zasadzie na pewność zmian. Postanowiłem więc podzielić się z Państwem kilkoma spostrzeżeniami. Niektóre zmiany są tak silne jak tsunami. Niewiele można zrobić. Przychodzi fala i zabiera za sobą wszystko. Niektóre zmiany są powolne jak podmywanie klifu. Czasem zostają ostańce, a czasem zabierany jest ląd jak w słynnym Trzęsaczu. Przypomnę, chodzi o kościół wybudowany na początku XV wieku około dwóch kilometrów od morza, z którego dziś została już tylko południowa ściana, ponieważ wszystko inne pochłonęło morze. Świadomość nieuchronności zmian uwrażliwia mnie na dyskusję o scenariuszach rozwoju polskiego meblarstwa w perspektywie kolejnych 10 lat.

Chcemy rosnąć, rozwijać się. Nie mam wątpliwości, że za 10 lat ludzie nadal będą korzystać z mebli. Europa, Stany, Japonia dalej będą jednymi z najbogatszych regionów świata, ale znaczący progres będzie się odbywał w Indiach, Chinach, w Afryce. Wielu z moich rozmówców podkreśla, że dla Polski strategia rozwoju powinna koncentrować się na Europie, a w szczególności na Niemczech. Zgodzę się, że trzon naszego biznesu to nadal Europa. Dziś produkujemy meble za 9 mld euro, a potencjał zakupowy Europu w cenach detalicznych szacuję na ponad 250 mld euro. Jest jeszcze mnóstwo miejsca. Jednak znaczenie Europy w perspektywie 10 lat najprawdopodobniej osłabnie.

Drugą ważną kwestią jest model konsumpcji. Ja brałem ślub niewiele ponad dekadę temu, w 2003 roku, jako dwudziestoczterolatek. Dziś śluby, o ile w ogóle są zawierane, to częściej w wieku blisko 30 lat, a pierwsze dziecko pojawia się po trzydziestce. To powoduje, że zakupy mebli nie są priorytetem. Ważniejsze jest podróżowanie, nowy telefon, gry, konsole, imprezy. To dlatego odnosimy dziś sukces z coraz tańszymi meblami, ponieważ opisywany trend konsumpcyjny obecny jest w całej Europie. Ludzie będą mieszkać w mieszkaniach. Pytanie czy będą ich właścicielami, a wobec tego czy będą decydować o ich wyposażeniu? Mówi się o powrocie ludzi do miast i nieuchronnym trendzie do tworzenia megalopolis. Przez ostatnie kilka dekad następowało rozbudowywanie „suburbs” – przedmieść. Doprowadziło to jednak do sytuacji, w której dojazd kilkunastu kilometrów rozciąga się do godzin. Ludzie znów chcą chodzić do pracy na piechotę – najlepiej w kilka- kilkanaście minut. Pokolenie milenialsów. Fascynujące, ale nienaturalne dla mnie. Już nie mogę zdawać się na moje wyczucie w sprawach zachowań konsumpcyjnych, społecznych. Współdzielenie zasobów. Sukces Ubera pokazuje, że samochodów używać będziemy, ale prawdopodobnie inaczej niż kiedyś. Rewolucja elektryczna, rewolucja autonomicznych pojazdów, rewolucja współdzielenia. Wielka piątka największych producentów samochodów nie była w stanie powstrzymać sukcesu Tesli, która została założona w 2003 roku. Dziś największą firmą transportową na świecie jest Uber, choć praktycznie nie posiada własnych aut. Największym wydawcą jest Facebook, choć nie tworzy własnych treści. Największą firmą nieruchomości jest Air BnB, choć nie posiada własnych nieruchomości. Kluczem jest informacja na temat możliwości współdzielenia zasobów. Przytoczę jeszcze przykład z wiertarką. Statystycznie każda wiertarka jest wykorzystywana tylko przez kilkanaście minut swojego życia. Więc, ilu wiertarek potrzeba na jednej ulicy, w jednej dzielnicy? Czy każdy z nas musi biec do sklepu, żeby kupić własną wiertarkę? Zacząłem nawet żartować, czy dojdzie do sytuacji współdzielenia łóżek. Na co od razu usłyszałem, że Polacy w Londynie potrafią wynajmować jedno mieszkanie z założeniem, że jedni pracują na nocną zmianę, a inni w dzień, więc mijają się. Recykling, naprawianie rzeczy i współdzielenie w następnych 10 latach bardzo zmienią myślenie o konsumpcji. Milenialsi, jeśli nie znajdują odpowiadającej im oferty rynkowej, robią rzeczy po swojemu. Ludzie ignorują design, który ignoruje ludzi.

Podsumowując stawiam pytanie, z kim będziemy robić interesy na sprzedaży mebli? Z klientem detalicznym, z grupami zakupowymi, czy z operatorami megasystemów współdzielenia zasobów? Abonamentowy model wynajmu wyposażenia mieszkania, z możliwością wymiany po 3 latach. Czy to nas czeka?

Chciałbym, aby wydźwięk tego felietonu był optymistyczny,  żeby pokazywał, że PFR jest świadomy zmian, które będą nas czekały, i że jest przygotowany na to, aby z Państwem rozmawiać jak do tych zmian się przygotować. Mamy ogromną szansę na zajęcie pozycji globalnego lidera. Za miesiąc ciąg dalszy rozważań.

Czy już czas na konsolidację polskiego meblarstwa?

W 2016 roku wartość produkcji mebli oszacowałem na 42,5 mld złotych. Eksport wzrósł o 13% a produkcja o blisko 9 %. Zmalał rynek rozliczeń międzyfirmowych.

Jest taka logiczna zagadka, polegająca na tym, aby za pomocą 4 prostych linii połączyć 9 kropek ustawionych w trzech rzędach i 3 kolumnach. Nauczeni, że trzeba się trzymać zasad, w większości próbujemy połączyć owe kropki nie wychodząc poza wyznaczony w naszych umysłach kwadrat. Ograniczenie to jest wyłącznie w nas samych, bo w zagadce nie ma innych opisanych reguł. Jedna uwaga pozwala jednak na wymyślenie drogi do sukcesu: wyjdź poza kwadrat! Po chwili wiele osób stwierdza: ależ to banalnie proste. Jeszcze przed chwilą zadanie wymagało minimum 5 kresek aby połączyć punkty, a teraz – proste – wystarczą cztery. Mógłbym w tym miejscu, powiedzieć: właśnie chodziło mi o wskazanie Państwu, że wiele rzeczy możemy zrobić taniej jeśli tylko uruchomimy kreatywność i na nowo zdefiniujemy podstawy systemów produkcji czy konstrukcji mebla. W sumie to też jest ważne. Na targach IMM w Kolonii widziałem niesamowity patent na łączenie płyt na zasadzie zatrzasku. Proste i genialne. Bez konfirmatów, minośrodów, gwoździ etc.

Chodzi mi jednak o zwrócenia Państwa uwagi na jeszcze inne kwestie. Zagadkę po rozwiązaniu z 4 liniami, można skomplikować. Jak połączyć teraz owe 9 kropek za pomocą tylko 3 prostych linii? Trzeba się przyjrzeć narysowanym kropkom. Ponieważ mają one swoją średnicę – w końcu to zagadka praktyczna a nie teoretyczna – to łączące linie można ustawić pod maleńkim kątem tak, żeby znalazły wspólny punkt przecięcia daleko poza kwadratem. Drobny trik i nagle eureka, wcale nie potrzebujemy 4 linii, a już 5 linii wydaje się jakimś archaizmem, jak telefon z tarczą w dobie smartfonów – wystarczają 3 linie do połączenia 9 punktów. Teraz gdy Państwo są już rozgrzani w zagadkach logicznych to podniosę porzeczkę jeszcze wyżej. Czy można te kropki połączyć 1 linią? … Pewnie już domyślają się Państwo, że tak. Jeśli kartka na której są narysowane zostanie sklejona w rulon, to cienka linia nachylona pod małym kątem utworzy spiralę i stopniowo połączy wszystkie kropki razem.

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że w trakcie rozmów z przedsiębiorcami na targach IMM, ale również urzędnikami administracji państwowej, do której dołączyłem niedawno – wyraźnie obserwuję zamknięcie się w wyimaginowanym kwadracie ograniczeń. Lubujemy się w rozwiązywaniu problemów, do których sami narzucamy nieistniejące ograniczenia. Przecież się nie da, przecież będziemy mieć wyższe koszty, przecież z nimi to nie można, przecież to za dużo, za drogo, nikt tego nie zrobi. Przypomnę, że wiele innowacji powstało dlatego, że przyszedł  młody inżynier, który nie wiedział, że „się nie da” i to zrobił.

Pisząc na wstępie o wynikach branży w 2016 roku możemy się rozpływać w zadowoleniu, że wyniki zostały po raz kolejny poprawione. Eksportowaliśmy taniej niż w 2015 roku – przeliczając na ulubione przeze mnie kilogramy. Ile to wymaga kreatywności! Ile to wymaga pracy! Jacy jesteśmy dumni, że wyszło taniej, taniej, taniej. Najbardziej dumni z naszych postępów są handlowcy zachodnich sieci handlowych, ponieważ mogą zachować swoje wyniki kupując co raz tańsze meble w Polsce.

W statystykach widzę, że symbolicznie zmniejsza się liczba firm dużych, średnich i małych, natomiast przybywa tylko firm mikro. Widzę też, że zmniejszyła się w 2016 roku wartość obrotów na rynku między firmowym (nie umiem ocenić czy zamówień kontraktowych było mniej, czy zmniejszyła się skala podwykonawstwa). Nie ja pierwszy mówię, że dla dobra naszej gospodarki potrzebujemy silnych podmiotów, być może sojuszy, które będą wstanie sprostać wymaganiom ilościowym i jakościowym dużych sieci handlowych, ale też zrobią to z godziwą marżą. W końcu w meblach oprócz wzornictwa ważna jest skala działania.

Przytoczona na wstępie zagadka miała skłonić Państwa do przemyślenia czy są inne sposoby niż produkowanie taniej, żeby wasze firmy stały się najlepszymi i największymi na świecie firmami. Uważam, że część sukcesu leży w konsolidacji i działaniu razem. Proponuję odrzucenie własnych ograniczeń i namawiam do przygotowania ambitnych planów rozwoju przy zachowaniu akceptowalnego ryzyka. Mam nadzieję, że w nowej roli będę mógł pomóc z finansowaniem tych planów.

p.s. Na rozwiązanie z jedną linią jest jeszcze drugi sposób. Trzeba wziąć pędzel szerszy niż rozstaw wszystkich kropek i jedną szeroką linią połączyć je w całość. Liczę na Państwa kreatywność. tomasz.wiktorski@pfr.pl

PFR – Polski Fundusz Rozwoju

Jeśli nie wydarzył się przez ostatnie dwa-trzy tygodnie żaden kataklizm, to gdy Państwo czytają niniejszy felieton ja zostałem menadżerem programu „Polskie Meble” w PFR.

Z wieloma meblarzami znam się osobiście od wielu lat, z innymi a tygodni lub miesięcy. Z czytelnikami Biznes meble – przynajmniej wirtualnie – spotykam się od pięćdziesięciu dwóch felietonów, to jest ponad 5 lat. Kilka razy słyszałem, że piszę rzeczy mądre. Nieraz usłyszałem, że te wszystkie statystyki mają się nijak do rzeczywistości. Ja sam z każdym rokiem analizowania meblarstwa wiem co raz dokładniej ile jeszcze nie wiem, pomimo tego, że liczba informacji i doświadczeń nieustannie się powiększa. Dużo czasu poświęcam na myślenie na tematy mechanizmów branżowych, ich przyczyn i efektów. Przynajmniej część z tych przemyśleń mają Państwo okazję poznawać w felietonach. Tak czy inaczej, znają Państwo moje poglądy i wiedzą kim jestem.

Jeszcze 5 miesięcy temu nie przypuszczałem, że sprawy przybiorą taki obrót. Recenzowałem wystąpienia Premiera, brałem udział w pracach zespołów badawczych, przygotowywałem wnioski, opracowywałem wyniki badań. Firma notowała rekordowe obroty. Później okazało się, że deklaracje składane na kongresie meblarskim i zapisy Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju mają się przełożyć na realne działania dla branży. Otrzymałem z Ministerstwa Rozwoju propozycję przedłożenia koncepcji działań programu flagowego, a następnie propozycję objęcia stanowiska program menadżera w Polskim Funduszu Rozwoju. Dziś, kiedy piszę te słowa, mamy jeszcze grudzień, a umowa wejdzie w życie 1 stycznia, więc nie czuję się upoważniony do podawania szczegółów. Przyjdzie na to czas podczas oficjalnych spotkań, prezentacji i konferencji.

Dlaczego się zdecydowałem? Dlatego, że z punktu widzenia interesu branżowego uważam to za dobre rozwiązanie. Ważnym zadaniem program menadżera jest doprowadzenie do sytuacji, w której różne instytucje rządowe (ministerstwa i agencje), otoczenie branżowe (instytuty i uczelnie) oraz biznes efektywnie komunikują się ze sobą i podejmują działania dla poprawy warunków rozwoju branży. Sytuacji, w której poszczególni zainteresowani rozumieją potrzeby, możliwości i ograniczenia. Program menadżer ma być animatorem, koordynatorem, translatorem. To wszystko będzie niezbędne żeby cele i efekty przyniosły konkretne korzyści.

PFR jest przede wszystkim funduszem inwestycyjnym posiadającym kapitał do inwestowania. Program menadżer będzie miał również zadania związane z oceną efektywności działania programów dotacyjnych, czy proponowaniem ich lepszego dopasowania do realiów branżowych. Wśród zadań pojawią się takie o charakterze sygnalizowania potrzeb natury legislacyjnej, czy po prostu tworzenia warunków do sieciowania biznesu. Wymagać to będzie stałego kontaktu z branżą i dlatego – pomimo wątpliwości Redaktora Marka, czy z branżowego eksperta nie zamienię się w warszawskiego urzędnika – poprosiłem go o dalszą możliwość publikowania felietonów ;-). Mam zamiar być przedstawicielem branży w PFR i kręgach rządowych, a Państwa uwagi będą dla mnie nadal niezwykle cennymi informacjami. W końcu to rozwiązania, które mam proponować i wdrażać mają służyć wam –  Przedsiębiorcom. Obiecuję zachować niezależność i obiektywność poglądów oraz nie zamieniać felietonu w tubę propagandową.

Tymczasem musiałem opuścić B+R Studio Analizy Rynku Meblarskiego. Zespół i całe konw-how jest jednak do Państwa dyspozycji. Merytorycznie i biznesowo nie powinni Państwo odczuć zmiany, chyba że na lepsze. Kolejne raporty nadal będą się ukazywały. Statystyki będą publikowane. Zakres usług zostanie poszerzony. Centrum dowodzenia i siedziba B+R Studio przeniesiona została do Dobrodzienia, gdzie do tej pory funkcjonował nasz oddział. Teraz jednak jest to już firma niezależna od mojej osoby.

Ja, z uwagi na zakaz konkurencji, od 01.01.2017 nie będę świadczył usług dla firm meblarskich w innym charakterze niż pracownik PFR. Jestem przekonany, że moja nowa rola przyniesie korzyści branży, a Państwo będą mieli nadal śmiałość pisać i dzwonić do mnie. Nowy email powinien już działać: tomasz.wiktorski (at) pfr.pl.

Wkrótce więcej szczegółów.

Zakończę słowami prezesa OIGPM Jana Szynaki, z którym spotkałem się przygotowując swoją koncepcję: „Skoro chcą w Warszawie zrobić coś dla naszej branży, to nie należy czekać, tylko działać!”. 

Czytać książki

Spodziewam się, że uważni czytelnicy zauważyli, że należę do grupy osób lubiących czytać książki. Zbliżające się święta Bożego Narodzenia mam nadzieję, że będą sprzyjały lekturze.

Warto czytać, ponieważ pozwala to czasem spojrzeć z innej perspektywy na toczące się sprawy. Poprzez zbieranie informacji z różnych źródeł, na przykład: książek, konferencji, czasopism i co raz częściej materiałów wideo dostępnych na portalach internetowych – można naładować się danymi, które po pewnym czasie układają się same we wzory. Ważnym etapem rozwiązywania problemów jest etap zbierania danych. Nasze mózgi funkcjonują w dużej mierze automatycznie i przyswajają wszystkie informacje jakie nas otaczają bez ich selekcjonowania. Nawet jeśli się nie koncentrujemy, to wszystkie zmysły działają. Upraszczając, część naszego mózgu automatycznie zbiera informacje i jeśli są one odpowiednio często wzmacniane, to są uznawane za informację istotną, która podawana jest do części świadomej mózgu. Informacje tzw. „rzadkie” są odrzucane przez część nieświadomą jako nieistotne. To wyjaśnia, dlaczego reklamę należy powtarzać. Uwaga! ten mechanizm działa też w przypadku kłamstwa powtarzanego wiele razy, które w końcu staje się „prawdą”.  W sytuacji, w której czytamy książki, spotykamy się z ludźmi, otaczamy się nową wiedzą pewne impulsy są wzmacniane i jak w bajce o pomysłowym Dobromirze, co pewien czas w głowie zapala się lampka: „Eureka wymyśliłem jak to rozwiązać!”. Prawda jest taka, że to tylko część świadoma mózgu otrzymała wynik wielu godzin, a może dni lub tygodni przetwarzania wiedzy od nieświadomej  części mózgu. Część świadoma musi już tylko zracjonalizować wynik przemyśleń dorabiając odpowiednie logiczne uzasadnienie. Niektórzy nazywają to intuicją, ale to zwykły mechanizm przetwarzania sygnałów elektrycznych w zwojach mózgowych.

Tak więc, warto czytać książki, wiedza w nich zawarta może kiedyś przydać się do rozwiązania spotykających nas problemów. Mając już świadomość jak działa nasz mózgowy komputer możemy świadomie zapewnić mu odpowiednie dane. Od naszego świadomego wyboru będzie więc zależało, jakie informacje wzmocnimy, a jakich świadomie będziemy unikać. Otaczając się ludźmi „mądrzejszymi” sami będziemy się podciągać w elokwencji, nigdy odwrotnie. Dobierając serwisy informacyjne, konferencje, czytając głosy przeciwników i zwolenników możemy sterować swoim własnym rozwojem.

Bezpośrednią przyczyną podjęcia tematu książek jest lektura (ponownie po wielu latach) pozycji „Historia IKEA, Ingvar Kamprad rozmawia z Bertilem Torekullem”. Brałem udział ostatnio w wielu inspirujących rozmowach o tym jakimi narzędziami należy wspierać polską branżę meblarską i w tym kontekście chciałbym zacytować kilka fragmentów ze wspomnianej książki z 1999 roku. „Płynność finansowa 20% i wypłacalność na poziomie 50% to zasługa zarówno IKEA, jak i samego Kamprada.(…) Prawa obowiązujące od narodzin IKEA:

– trzeba zapewnić stałą pokaźną rezerwę gotówki;

– cały majątek trwały musi mieć swojego właściciela;

– wszelka ekspansja musi być w przeważającym stopniu finansowana ze środków własnych;

– żadnego chełpienia się. (…)

To dlatego z uporem maniaka wbijamy do głowy wszystkim, na każdym poziomie, świadomość kosztów. Trzeba zaoszczędzić każdą koronę, którą można zaoszczędzić. Ma to również wpływ na nasz pogląd na podatki. (…) Biznesowy pogląd IKEA na podatki jest prosty i jawny. Stosujemy się do wszystkich praw i przepisów, ale wykorzystujemy wszelkie możliwe prawnie furtki. (…) Gdyby IKEA popadła kiedyś w kłopoty i potrzebowała świeżej gotówki – z tego punktu widzenia naszym obowiązkiem jest zmniejszanie wszelkiego rodzaju kosztów – nawet jeśli ten koszt nazywany jest podatkiem.

Zacytowane fragmenty wskazują na pragmatyzm postępowania największej firmy w branży. W szczególności nie można zlekceważyć przedstawionego podejścia w kontekście dyskusji o konkurencyjności całej polskiej branży meblowej i jej rozwoju. Polskie firmy muszą konkurować dziś w skali globalnej, więc i w zakresie podatków oczekiwałbym od Rządu oferowania rozwiązań konkurencyjnych w skali globalnej.

Na koniec chciałbym złożyć Państwu życzenia Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku – być może przy lekturze nowych książek.

Nowe wyzwania

Deszcz za oknem, zimno, ale głowa paruje, a zwoje mózgowe przepalają kolejne dawki glukozy. Tak gorącego okresu dla branży meblarskiej, a w konsekwencji i dla mnie jeszcze nie było.

Popyt na usługi badawcze i rozwojowe bije rekordy w tym roku. Między innymi dlatego niniejszy felieton oddaję do druku na kilka minut przed zamknięciem wydania. W dużej mierze zapotrzebowanie na B+R wykreowały warunki programów dotacyjnych, ale skutek jest bardzo pozytywny. Polskim firmom, jak wielokrotnie pisałem wcześniej, brakuje doświadczenia w kalkulowaniu ryzyka projektów innowacyjnych, jak i wzorców w zakresie prowadzenia prac badawczych. Tu znajduję pole do popisu. Jednym z podstawowych zadań na spotkaniach z firmami meblarskimi jest zidentyfikowanie problemów w procesie produkcji, konstrukcji  lub funkcji produktu i przygotowanie pod określny problem programu badawczego. Każda firma radzi sobie przecież z rozwiązywaniem problemów, więc o co chodzi? Tu przychodzi mi na myśl żart z czasów studenckich. „Teoria jest wtedy kiedy wszystko wiemy, ale nic nie działa. Praktyka jest wtedy kiedy wszystko działa, choć nie wiemy dlaczego. Na studiach łączyliśmy teorię z praktyką, nic nie działało i nie wiedzieliśmy dlaczego!”. Dziś wyzwanie jest odmienne – chcielibyśmy, żeby wszystko działało i do tego, żebyśmy wiedzieli dlaczego. To właśnie robimy. Wyzwania tej pracy są arcyciekawe, zakres problemów, które spotykamy szeroki, a za każdym razem mamy satysfakcję z nauki. Założenia do programów unijnych są takie, aby firmy nauczyły się budować wartość swoich produktów i usług na podstawie zaplanowanego i udokumentowanego procesu. Nie przypadkowego i nie odtwórczego. Żeby zadawać pytania i szukać odpowiedzi. Pojawia się w tym przypadku pokusa, aby innowacja była na poziomie światowym. Oczywiście bycie pierwszym na rynku jest niezaprzeczalnie atrakcyjne, tyle, że często zbyt zaangażowani we własny pomysł zapominamy o uwarunkowaniach rynkowych. Czasie jaki jest potrzebny klientom, aby dojrzeć do proponowanej przez nas innowacji i ją zaakceptować. Żaden ze spektakularnych światowym sukcesów biznesowych nie był tak zupełnie pierwszy na rynku. Wszyscy czerpali z mniej lub bardziej dopracowanych pierwowzorów.  Rynek łatwiej przyjmuje innowacje ewolucyjne, rozwijające znane koncepcje, niż innowacje rewolucyjne – tak mówi statystyka. Taką technikę stosują producenci niemieckich aut, których kolejne wersje linii modelowej są kosmetycznie poprawianymi wersjami poprzednimi. Podsumowując ten wątek uczulam wszystkich odpowiedzialnych za innowacje na istotny szczegół – innowacje muszą być mądre. Takie, których oczekuje rynek, takie, które rynek jest wstanie zaakceptować na poziomie cenowym i takie, które są zrozumiałe dla rynku. Najbardziej innowacyjne firmy na świecie nie inwestuję więcej niż kilka procent w poszukiwanie innowacji – o ile pamiętam nie więcej niż 5 % obrotów, a średnio 3% jest uznane za wysoki poziom nakładów na B+R. Pozostała część to stabilny biznes.

Nowe wyzwania to także, umiejętność selekcji rzeczy ważnych i mniej ważnych. Rozwój zarówno firm meblarskich w całym kraju, jak i rozwój mojej firmy doprowadzają do potrzeby poszukiwania bardziej wydajnych struktur organizacyjnych i konieczności delegowania obowiązków. Teraz bardziej niż kiedykolwiek poszukuję naukowców i specjalistów z zakresu prowadzenia prac badawczo-rozwojowych w meblarstwie i przemyśle drzewnym, osób rozumiejących wymagania programów unijnych, osób z doświadczeniem w zarządzaniu innowacyjnymi projektami, no i koniecznie znających języki – minimum angielski. No i jeszcze jedno wymaganie, umiejętność pracy pod presją czasu. Zainteresowani z łatwością znajdą mój adres email lub telefon w internecie. Chętnie się spotkam.

Nowe wyzwania to również umiejętność łączenia życia prywatnego z co raz większym zakresem obowiązków służbowych. Życie płynie, a wychowanie dzieci jest inwestycją długoterminową o odroczonym w czasie efekcie. Zmieniają się oczekiwania i obowiązki rodzinne, relacje z przyjaciółmi. Znalezienie równowagi pomiędzy obszarami życia prywatnego i obowiązkami służbowymi to zadanie nie mniej istotne jak strategia firmy. Podręczniki zarządzani wskazują na fakt, że bardzo często problemy firm biorą swój początek w problemach prywatnych ich szefów, a zachwianie równowagi biochemicznej w mózgu prowadzi wprost do podejmowania nieroztropnych decyzji.

Nostalgia jesiennego popołudnia skłania mnie do zakończenia następującym stwierdzeniem: „Walczymy dalej, ale dbajmy o równowagę”.