Pandemia

Nie doceniliśmy skali wpływu epidemii korona wirusa na gospodarkę i branżę meblarską.

Jeszcze w ostatnim tygodniu lutego podczas targów Meble Polska i Arena Design, pomimo napięcia wywołanego wybuchem epidemii we Włoszech większość branży nie zdawała sobie sprawy z obrotu wypadków w trakcie kolejnych 3 tygodni. Rozważaliśmy co prawda problemy z zaopatrzeniem z Chin, a niektóre firmy robiły zapasy materiałów i akcesoriów, ale nie rozważaliśmy zatrzymania popytu.

Z dnia na dzień popyt nie tylko w kraju, ale i u głównych zagranicznych odbiorców stanął.

 Odbiorcy wstrzymali płatności za zrealizowane dostawy. Wielu przedsiębiorców stanęło przed widmem bankructwa.

Piszę te słowa 18 marca kilka chwil po konferencji Prezydenta i Premiera o wprowadzeniu tarczy antykryzysowej. To chyba pierwszy moment, w którym tak wyraźnie powiedziano, że kryzys gospodarczy dotknie całej gospodarki nie jest to tylko kwestią ochrony zdrowia. Po drugie powiedziano, że sytuacja może potrwać nie kilka tygodni, ale kilka miesięcy. Z największą nadzieją wychwyciłem zapowiedź 40% dofinansowania wynagrodzeń pracowników. Tego samego dnia rano prezesi Izby Meblarskiej oraz największych firm produkcyjnych i handlowych wysłali pismo do Prezydenta, Premiera i Minister Rozwoju z postulatami w sprawie działań osłonowych w tej nadzwyczajnej sytuacji. Rząd zrobi wiele, aby minimalizować skutki kryzysu, ale jednocześnie nie mam złudzeń, że nikt nie zagwarantuje popytu, nikt nie podejmie trudnych decyzji za przedsiębiorców, nikt nie rozda darmowych pieniędzy. A więc trzeba podjąć trudne decyzje i wziąć na swoje barki konsekwencje i nauczyć się żyć w nowej rzeczywistości.

Kluczem do przetrwania jest zdolność do jak najlepszej oceny sytuacji, przewidzenia rozwoju wypadków i jak najszybszego dostosowania się.

Co wiedzieliśmy 18 marca? A. Przejście fali epidemicznej w Chinach trwało od grudnia do połowy marca – czyli co najmniej 3,5 miesiąca – jeszcze się nie skończyło. Trzeba więc nastawić się na minimum 3-4 miesiące ograniczeń w Polsce i podobnie w Europie oraz USA. Trzymamy kciuki, że pogoda wyhamuje transmisję wirusa. Prawdopodobne jest nawrót choroby na jesieni, choć z mniejszą intensywnością.  Liczę, zaklinając rzeczywistość, że po tym czasie znaczna część populacji nabierze odporności oraz, że zostanie wynaleziona szczepionka i życie wróci do normy. Można z łatwością przewidzieć, że cały ten okres będzie czasem kiedy ruch ludności jest znacznie ograniczony, większość sklepów w galeriach handlowych będzie zamkniętych. Jaka będzie skala kryzysu – nie umiem dziś przewidzieć – i pewnie nikt nie umie – ale muszę założyć, że w tym roku branża nie powtórzy wyniku z 2019 roku… Rzeczywistość nie będzie już taka jak przed kryzysem. Pisałem podobne słowa w trakcie kryzysu w 2009 roku i ponownie należy je zacytować: „Jeżeli ktoś czeka, że sytuacja wróci do tej sprzed kryzysu to się nie doczeka!”

Musimy jak najszybciej nauczyć się ponownie funkcjonować.

Co to oznacza? Po pierwsze starać się odbudować popyt poprzez narzędzia elektroniczne e-commerce – notabene polecam mój niedawny raport „Ranking meblowych e-sklepów w Europie”.  Po drugie, tam gdzie sklepy są po za galeriami przeprowadzić kampanie informacyjne i zachęcić klientów do umawiania spotkań na konkretne godziny z zapewnieniem poczucia bezpieczeństwa i komfortu. W trzecim kroku, kiedy zatory płatnicze przestaną mordować firmy, zwiększyć bezpieczeństwo produkcji przez większą automatyzację i digitalizację procesów zarówno obsługowych jak i produkcyjnych. Ci którzy zareagują szybko mają szansę wyjść z sytuacji obronną ręką. W trakcie kryzysu 2009 pamiętam jak pewien zdeterminowany prezes zebrał swoich handlowców i powiedział, że mają znaleźć klientów, choćby mieli ich przywieźć z księżyca. Dziś będzie musiał zebrać handlowców i informatyków, bo w wiele miejsc nie da się ani dojechać ani dolecieć.

Zapraszam do kontaktu i nadsyłania informacji o sytuacji w branży oraz pomysłów na działania osłonowe na adres tomasz.wiktorski@brstudio.eu

Strategia przemysłu meblarskiego AD 2020

Z nową energią weszliśmy w kolejną dekadę. Dekadę, która już od progu mówi „sprawdzam”. Potrzebujemy jako przemysł strategii, która pozwoli na dalszy rozwój. Do realizacji tej strategii potrzebujemy współpracy.

W 2017 roku w programie flagowym Polskie Meble zdefiniowałem 3 cele: zmiana wizerunku branży, zajęcie pierwszego miejsca w Europie w eksporcie mebli do 2021 oraz zajęcie pierwszego miejsca w produkcji mebli w Europie do 2030 roku.  Z celem numer dwa poradziliśmy sobie dwa lata przed terminem. Już w 2019 najprawdopodobniej zostaliśmy numerem jeden w europejskim eksporcie mebli. Z celami numer jeden i numer trzy będzie jednak trudniej.

Życzyłbym sobie i Państwu, aby za 10 lat wartość produkcji sprzedanej polskiej branży meblarskiej wynosiła co najmniej 20 miliardów euro – w 2019 wyniosła w okolicach 12,1. Co to oznacza w praktyce?

Wariant zero – bez zmian. Z pewnym uproszczeniem założyć można, że bez inwestycji i zachowując obecny wolumen produkcji w ciągu 10 lat wartość wzrastać będzie o około 1% rocznie – czyli możemy liczyć na +3 mld. Defacto oznacza to cofanie się przemysłu.

Wariant – Inwestycje. Inwestycje są potrzebne i wciąż są realizowane, ale ponieważ brakuje ludzi do pracy to w zasadzie można liczyć tylko na automatyzację, cyfryzację procesów i przeniesienie obecnie zatrudnionych przy prostych pracach do nadzoru automatów. Szacuję, że na automatyzacji możemy zyskać wydajność +35% wobec obecnego stanu – czyli kolejne + 4 mld. Oczywiście zastrzegam, że u tych, którzy są dziś bardziej zautomatyzowani, taki efekt będzie trudniej osiągnąć, podobnie w meblach tapicerowanych. Inaczej mówiąc szacuję, że dla osiągnięcia celu potrzebujemy zwiększyć wolumen produkcji tylko o 35%.

Wariant – kooperacja. Dla utrzymania konkurencyjności, trzeba będzie zlecić część zadań do partnerów zagranicznych, którzy mogą wykonać prace taniej. Obserwując dynamikę importu z ostatnich lat przyjąłbym średnioroczny wzrost o 10% czyli +6 mld euro na koniec 2020. Zakładam, że 50% z tej wartości przełoży się na wzrost rodzimej produkcji sprzedanej, to jest +3 mld euro. Dziś importujemy komponenty i akcesoria oraz meble za blisko 2,5 mld euro. Oznacza to, że powinniśmy zabezpieczyć źródła zaopatrzenia jako element zasobów strategicznych.

Wariant – dystrybucja. Więcej ryzyka i więcej przychodów to dwie strony medalu skracania dostępu do klienta ostatecznego. Przejęcie przez polskie firmy kolejnych etapów łańcucha dystrybucji może przekierować profity na krajowy rynek – ale ta strategia wymaga rozwinięcia kompetencji handlowych. Polskie meble nie są tanie ponieważ są „złe”. Są tanie ponieważ sprzedajemy je przy bramie zakładu i nie chcemy brać ryzyka związanego z ich dystrybucją. Nota bene dystrybucją która rośnie w siłę i dyktuje warunki. Wariant ten możliwy jest tylko w sytuacji współpracy dużych podmiotów lub rozwoju dystrybucji on-line. Szacuję, że przy wszystkich uwarunkowaniach rynkowych można zyskać 2 mld euro.

Wariant – Marka – Produkt. To najbardziej zagadkowy, ryzykowany i obiecujący wariant. Tu zmiana jest wynikiem zaufania oraz rozwoju oferty produktowej. Współpraca z projektantami i oferowanie oryginalnego produktu. Dziś oryginalny produkt to prawdopodobnie nie więcej niż 2,5 mld euro. Wzrost o kolejne 2,5 miliarda – przy podwojeniu produkcji będzie tylko utrzymaniem status quo. Ważne żeby wzrosła rentowność.

Wariant  – spowolnienie. Byłbym nie rozsądny gdybym nie zakładał okresowych spowolnień, które wykasują część oczekiwanych efektów, więc załóżmy, że co najmniej 3 miliardy wyparują z końcowego rozliczenia.

Przy takich zgrubnych szacunkach na koniec 2030 powinniśmy mieć wynik przekraczający 23 mld euro.

No dobrze, ale kto to teraz kupi? Amerykanie mogą bez problemów kupić towar za 4 mld,  kolejne 4 miliardy wypadałoby sprzedać w Europie Zachodniej, rynek krajowy możliwe, że urośnie o 1 mld euro, a krajowa Agata – za dodatkowy miliard euro zrealizuje sprzedaż poza krajem, pozostają dwa – dwa i pół miliarda euro do sprzedaży w Azji lub Afryce.

Może się mylę, ale chciałbym tym tekstem zachęcić Państwa do dyskusji jaką strategię przyjąć i jak zbudować markę polskiego meblarstwa na kolejne lata. Do tej dyskusji chciałbym Państwa zaprosić już podczas najbliższych targów Arena Design w Poznaniu, przy których będę miał swój mały udział…

Do zobaczenia!

Pracownicy piszą list do Świętego Mikołaja

Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia chciałbym Państwu razem z życzeniami przesłać prezent – najnowszy raport na temat strategii i potrzeb w zakresie HR pt. „Pracownik na wagę złota”

Z Witkiem Zalechem spotkałem się w 2012 roku na organizowanym przez niego szkoleniu z kompetencji sprzedażowych i komunikacyjnych. Było to dla mnie niezwykle odkrywcze doświadczenie a materiał z każdego z dziesięciu dni szkoleniowych omawiałem z nieukrywanym entuzjazmem z pracownikami. Wszystko po to, aby efektywniej i szybciej zamykać transakcje. Mieliśmy okazję pracować później przy projekcie szkoleniowym dla grupy firm z Dobrodzienia w czasach kiedy pracowałem w grupie KLER.

W tym roku odnowiliśmy współpracę a rozpoczęliśmy od projektu badawczego, który diagnozuje sytuację w zakresie rynku szkoleniowego, ale również szerzej opisuje strategie firm meblarskich w dobie rynku pracowników. Zapytaliśmy więc o zdanie pracowników zarówno z kadry menadżerskiej jak i kadry wykonawczej o ich potrzeby i działania realizowane przez firmy. W ten sposób powstał swoisty „list do świętego Mikołaja”, w którym pracownicy dzielą się swoimi opiniami na temat potrzeb i warunków w pracy.

Żeby nie zdradzać za dużo, skupmy się przez chwilę na kilku zagadnieniach. Samo słowo „szkolenie” nie kojarzy się w firmach dobrze z uwagi na zbyt wiele szkoleń, które nie przyniosły efektu i zbyt wiele firm, które po prostu psują rynek. Smutne to zważywszy na tempo zmian na rynku i konieczność dostosowania się firm do nowych realiów. Ale przejdźmy do istotniejszych spraw. Po pierwsze praktycznie wszyscy zgadzają się co do faktu, że o pracownika należy dbać, ponieważ ogranicza to rotację (nowa osoba to koszty szkolenia, niższa wydajność na rozruchu, etc.) oraz jest to elementem budującym efektywność zespołów. Po drugie rośnie znaczenie innych czynników niż samo wynagrodzenie w pozyskaniu i utrzymaniu pracownika, a atmosfera w miejscu pracy jest czasem ważniejsza niż pieniądze. Po trzecie i chyba najważniejsze aż 70% respondentów wskazało na „potrzebę doskonalenia kompetencji miękkich kadry zarządzającej”! Te trzy aspekty mówią o ogromnej zmianie jaka zaszła na rynku. Pracowników brakuje i będzie ich brakowało coraz bardziej. Kluczowym zadaniem dla osób zarządzających stanie się osiąganie lepszych wyników z tym samym lub malejącym zespołem. Mam też pełną świadomość, że nie wszędzie komputer lub szybsza obrabiarka rozwiążą problem.

Możecie więc Państwo zwrócić uwagę na dwa aspekty: kompetencje kadry zarządzającej w zakresie motywowania i komunikacji z pracownikami, rola szkoleń jako pozapłacowego sposobu na budowę efektywnego zespołu. W wyniku projektu wyłonił się wyraźny obraz rynkowej potrzeby. Bazuje ona na połączeniu wiedzy branżowej z doświadczeniem w zakresie definiowania celów i przełożenia ich na efektywne strategie firmowe. Efekt jest taki, że zarząd lepiej dogaduje się z pracownikami, a pracownicy po szkoleniach czują się bardziej związani z firmą. Do tego znając zasady i oczekiwania sprawniej realizują przydzielone zadania.

Ważne, aby szkolenie nie było oderwanym epizodem a indywidualnie dobranym narzędziem w realizowanym procesie. Od uczestnictwa w szkoleniach i poprawy wyników można uzależnić awans, a z drugiej strony uczestnictwo w szkoleniu można uzależnić od starań i wyników. Zasady grywalizacji pomogą zoptymalizować nakłady na fundusz płac i osiągnąć lepsze wyniki niższym kosztem. Cały proces doradczo-szkoleniowy wciąż można połączyć z atrakcyjnym finansowaniem unijnym – w czym również możemy pomóc. W tym roku zrealizowaliśmy już blisko pięć tysięcy dofinansowanych godzin szkoleniowych dla branży meblarskiej.

Życząc refleksji i odpoczynku w trakcie nadchodzących świat proponuję zastanowić się czy obok karpia nie zafundować pracownikom kilku dobrych naszych szkoleń.

A raport „Pracownik na wagę złota” można bezpłatnie pobrać ze strony www.brstudio.eu. Zapraszam do kontaktu.

High Point

Po wojnie handlowej na linii USA–Chiny świat meblarski już nie będzie taki jak dawniej. Obecny czas to unikalna szansa, aby poszerzyć obecność na amerykańskim rynku lub postawić tam pierwsze kroki.

Primo – sytuacja w Europie. Wzrost gospodarczy w Niemczech osłabł i jest niepewny. Zdaniem jednego z dostawców dla „dużego handlu niemieckiego” podobno na europejskim rynku pojawiły się duże ilości mebli w cenach, jakich nie było od dekady. Przypadek? Nie sądzę. Bariery celne ograniczyły amerykański popyt na chiński towar, który należy gdzieś „wypchnąć”. Nie będę się dziwił, jeśli się okaże, że ten towar otrzyma państwowe subwencje. Wyścig płacowy w Polsce, zamiast hamować, jest jeszcze podsycany, a na nowe maszyny u głównych dostawców podobno czeka się obecnie nawet dwa lata! Biorąc pod uwagę powyższe nie dość, że polscy producenci mebli, aby przeżyć, muszą w błyskawicznym tempie uczyć się pracować z robotami oraz digitalizować procesy, to może się okazać, że muszą również zdobyć nowych klientów.

Secundo – sytuacja w Ameryce. Stany Zjednoczone na przestrzeni ostatnich dwóch dekad z największego producenta mebli zamieniły się w największego na świecie importera tych dóbr. W 2016 roku blisko 29 mld USD stanowił import mebli z Chin, a ponad 4 mld USD z Wietnamu. Rynek mebli w USA jest wart ponad 120 mld USD w cenach producentów, a w tym import mebli miał w 2016 roku wartość 57 mld USD. Stany Zjednoczone nie mogą dziś funkcjonować bez importu. Obecnie obowiązują cła na produkty z Chin, w tym meblarskie, które wynoszą 25%, a niewiele brakowało, a doszłoby do kolejnej podwyżki w poprzednim miesiącu. Z pewnością skorzysta na całej sytuacji Meksyk, choć ten kraj też nie jest na liście ulubieńców prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Tertio – świat nie stoi w miejscu. Amerykański handel od kilku miesięcy gwałtownie rozgląda się po świecie, szukając mebli. Naturalnie w pierwszym kroku po ustanowieniu barier celnych na import z Chin handlowcy przerzucili zamówienia do Wietnamu, ale tam natychmiast wszystko się zatkało – fabryki, porty, brak kontenerów… W lipcu redakcja „Furniture Today” opublikowała dodatek „Global Sourcing Guide”, gdzie za sprawą opracowanych i udostępnionych przeze mnie danych, Polska pojawiła się wśród 10 krajów potencjalnie interesujących dla USA pod kątem zakupów mebli. We wrześniu organizowałem również misję handlową dla kupców zza oceanu. Mówi się, że obecna strategia amerykańskiego handlu zmierza w kierunku dywersyfikacji rynków zakupu mebli. Z oczywistych względów tylko część zakupów zostanie przeniesiona z Państwa Środka na inne kraje, ale wydaje się, że zakupy o wartości 1–2 mld dolarów są realne do ulokowania w Polsce.

To szybcy zjadają wolnych, a nie wielcy małych. Ewolucja po wielokroć udowodniła, że przetrwają Ci, którzy będą się potrafili przystosować. Nowe zamówienia popłyną do tych, którzy podejmą ryzyko i wykorzystają szansę. Ale dlaczego warto walczyć o USA? Ponieważ dla Amerykanów jesteśmy atrakcyjną europejską alternatywą dla Włoch. Oczywiście agresywna polityka cenowa obowiązuje – przecież nikt nie chce tracić marży. Jednak pozycja negocjacyjna jest zgoła odmienna w handlu z USA i Niemcami. Dlaczego więc wszyscy Polscy producenci się jeszcze nie rzucili na eksport do Ameryki? Po pierwsze, dlatego że to wymaga trochę więcej wysiłku – niewiele firm ma dziś przygotowane kolekcje na rynek USA, a gusta są tam inne. Po drugie, dopóki nie pojawią się wolne moce produkcyjne, to zgodnie ze staropolskim przysłowiem „lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu” i pracujemy dla niemieckiego handlu.

Po raz drugi w tym roku piszę felieton na lotnisku. Tym razem w drodze na targi w amerykańskim High Point. To największe i najstarsze targi meblowe na świecie. Tam z Izbą Meblową i przy wsparciu PFN od wiosny będziemy przez trzy edycje promować polskie firmy na 300 metrach kwadratowych. Mamy jeszcze wolne miejsca… Chcą Państwo zacząć sprzedawać do USA? My już nad tym pracujemy. Zapraszam więc do przystąpienia do projektu – więcej informacji na www.brstudio.eu lub bezpośrednio u mnie tomek@brstudio.eu.

Nadchodzi digitalizacja, nadchodzi przemysł 4.0

Ukryte rezerwy wydajności oraz oszczędności tkwią w digitalizacji procesów produkcyjnych czyli we wdrożeniu rozwiązań i standardów Przemysłu 4.0

Żeby utrzymać rentowność i dalej się rozwijać biznes na świecie przechodzi od produkcji określonej hasłem „tanio i masowo” do  „szybko i indywidualnie” – takie wnioski przedstawili w 2016 roku doradczy z Boston Consulting Group. To standardy organizacji produkcji według idei Przemysłu 4.0 mają w tym pomóc. Przemysł 4.0 to proces, który rewolucjonizuje sektor produkcyjny, sposób działania zakładów oraz użytkowanie produktów. Dzięki wykorzystaniu robotyki, zaawansowanych narzędzi IT, analizie danych oraz pogłębianiu współpracy między ludźmi i urządzeniami fabryki mogą działać 30% szybciej, a ich wydajność może wzrastać przynajmniej o 25%.

Czym jest digitalizacja w przemyśle meblarskim? Podam kilka prostych przykładów. Czy produkują Państwo meble tapicerowane? Jeśli tak to na pewno na macie przygotowanych setki szablonów do wycinania formatek ze skór lub tkanin. W dobie przemysłu cyfrowego tych szablonów nie trzeba już robić. W jaki sposób dobierają Państwo najlepszy rozkrój skóry? Czy wykonuje to doświadczony krojczy czy jest to już komputer, który skanuje skórę i dobiera rozkrój do aktualnych zleceń? Jak Państwo sądzą, kto ma lepsze wyniki? Zdecydowanie komputer – jest szybszy i lepiej wykorzystuje materiał. Rozwiązań jest dużo więcej, na przykład cyfrowe projektowanie umożliwiające szybką zmianę wymiarów mebla, jeśli klient zechce zmodyfikować projekt. Albo maszyny, które same raportują wykonanie zleceń, magazyny, które same kompletują zamówienia itd.

Na zlecenie wiodącego producenta rozwiązań dla przemysłu mebli tapicerowanych – firmy LECTRA – zrealizowaliśmy niedawno projekt badawczy, którego celem było zbadania aktualnego obrazu rynku.

Zaproponowaliśmy autorskie podejście polegające na przedstawieniu rynku z kilku punktów widzenia: makro – statystycznego, mikro – wywiadów indywidualnych oraz ankiety ilościowej, a wszystko uzupełniliśmy autorskim monitoringiem Internetu. Wszystko z zachowaniem zasad tajemnicy statystycznej i anonimizacji danych. Powstał w ten sposób unikalny obraz 360o sytuacji polskich producentów mebli tapicerowanych, a na podstawie zebranego materiału unaoczniło się szereg  zagadnień, które nurtują badanych managerów. Postanowiliśmy podzielić się tą wiedzą i w tym celu przygotowaliśmy opracowanie pod tytułem „ Osiem wyzwań stojących przed producentami mebli tapicerowanych w Polsce –  rozwiązania i strategie na przyszłość – Raport LECTRA”.

Nie chciałbym zdradzać zbyt dużo, więc powiem tylko, że zaobserwowaliśmy pewien rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami klientów zgłaszanymi przez przedstawicieli handlu a strategiami przyjmowanymi przez producentów. Zauważyliśmy rozdźwięk, pomiędzy światowym trendem do personalizacji i szybkich dostaw, a kierunkiem przyjmowanym przez cześć polskich fabryk. Możemy też stwierdzić, że Polskie fabryki mają cały czas duży potencjał do oszczędności i poprawy rentowności, tylko obecnie brakuje im pomysłów jak to wdrożyć.

Z cytowanych na wstępie badań BCG wynika, że dla 78% przedsiębiorstw celem wdrażania zmian związanych z Przemysłem 4.0 jest wzrost produktywności uzyskiwany poprzez redukcję kosztów. Natomiast 52% firm upatruje w Przemyśle 4.0 szansę na wzrost przychodów. Z naszego badania wyłania się obraz przemysłu, który wie, że potrzebuje digitalizacji, ale boi się eksperymentować i nie do końca odróżnia automatyzację, czy komputeryzację firm od pełnego ucyfrowienia procesów. Raporcie zmierzyliśmy się z ośmioma najważniejszymi  wyzwaniami i podaliśmy szereg pomysłów w jaki sposób firmy radzą sobie z nimi. Mam nadzieję, że zachęciłem Państwa do lektury. Raport można pobrać ze strony http://bit.ly/raport_Lectra

Zapraszam

Rynek mebli plażowych

Moim wymarzonym zajęciem jest sprzedaż mebli plażowych w rejonie morza śródziemnego!

W ofercie przedstawiam na początek drewniane, plastikowe, metalowe leżaki plażowe oraz worki wypełnione styropianem lub po prostu dmuchane leżaki! Do tego stoliki oraz krzesełka, ławki, płotki, oraz parasolki. To wszystko również w kilku konfiguracjach, materiałach i stylach. Producentów tego typu produktów zapraszam do współpracy – poproszę na email tylko poważne oferty. Z takim portfolio wyruszam do wymarzonej pracy. Kierunek – najbliższe ciepłe morze, czyli Adriatyk. Rozpoczynam we włoskim Trieście, a następnie kilometr po kilometrze przesuwam się przez wybrzeże Włoch, Francji, Hiszpanii, Portugalii. Natomiast w drugim roku przeciwnie – w stronę wschodnią przez Słowenię, Chorwację, Czarnogórę, Albanię aż po Grecję i wszystkie jej wyspy, a czasem nawet do Bułgarii i dalej. Jeszcze kiedyś muszę zahaczyć o północne wybrzeże Afryki. A wybrzeże Morza Czarnego, Malediwy czy Karaiby przyjdzie czas za kilka lat.

Typowy dzień pracy rozpoczynam tak około godziny dziewiątej i po 2 godzinach pracy przy komputerze jestem gotowy do wyjazdu w teren. Ta ciekawa praca polega na przemieszczaniu się od baru do baru – oczywiście plażowego – z ofertą moich wakacyjnych produktów. Każdego dnia przez urocze miejscowości i plaże zgodnie z zasadą „jeden bar – jedna kawa”  jestem w stanie odwiedzić najwyżej 4 dziennie. Najbardziej lubię bary z ponad 100 łóżek plażowych i co najmniej 50 miejscami w barze.  A bywają one różne – luksusowe i dość podrzędne. Stylizowane na klimat kubański i tropikalny albo klimatyczne regionalne. Różni są też właściciele i menedżerowie. Niektórzy bardzo rzeczowi, a niektórzy wakacyjnie rozwlekli, inni podejrzliwi, a jeszcze inni podejrzani… Nie mniej interes typu business to business.

Już około 15 nadchodzi czas na plażowy obiad. Okoń morski, sea bass lub Levrek to moja ulubiona ryba. Mogą też być owoce morza serwowane same lub ze spaghetti albo risotto. Czasem grillowane warzywa i zupa rybna, której jest kilkanaście rodzajów. A czasem zwykły kebab i frytki. Po nasyceniu trzeba chwilę odpocząć a następnie wziąć obowiązkową kąpiel i w chłodzącej turkusowej toni morskiej. Przed zachodem trzeba zameldować się w kolejnym hotelu na trasie. Prysznic, zmiana ubrania, zimny napój i można wyjść na nadmorską promenadę.  Morska bryza po zachodzie słońca przynosi przyjemne ukojenie po skwarze dnia. Kolejne nadmorskie restauracje zapraszają muzyką, zapachami i różnorodnym wystrojem. Trudno zapomnieć o pracy w takich warunkach. Można jeść kolację i rozmawiać o biznesie z kolejnym klientem. Trzeba tylko pamiętać, żeby negocjacje nie przeciągnęły się zbytnio w noc, ponieważ rano będzie trudno zrealizować plan na kolejny dzień.

Co roku kilkadziesiąt milionów Europejczyków wybiera urlop nad morzem. Co roku kilkadziesiąt procent plażowego ekwipunku wymaga odnowienia. Nie są to co prawda bardzo drogie meble, ale przy ilości łapie się i skalę i opłacalność. Jakość może być zróżnicowana w zależności od kategorii lokalu i oczekiwań miejscowego klienta. Niestety nie ma na plażowe meble żadnej statystyki i nie odnalazłem żadnego raportu na ten temat, ale biznes kwitnie wraz ze wzrostem zasobności portfeli i oczekiwań turystów, którym  nie wystarcza już leżenie na kamieniach przykrytych tylko ręcznikiem plażowym.

Jest tylko jeden haczyk w dzisiejszym felietonie… Niestety nie prowadzę biznesu z plażowymi leżakami… Natomiast za każdym razem kiedy wyjeżdżam na letni urlop i leżę na leżaku w słońcu południowej Europy rozmyślam wśród szumu fal, że ktoś musiał im te wszystkie leżaki sprzedać… Czas iść się wykąpać do morza… Leniwie pozdrawiam…

Wyzwania!

Przed polskimi meblami stają całkiem nowe wyzwania. Zadania wymagające podejścia, do którego nie jesteśmy przywykli, i tak na „meblarski” sposób myślenia są takie „nie nasze”.

Szczególnie teraz trzeba zacząć mówić o tym co nowego jest do zrobienia, ponieważ koszty rosną szybciej niż przychody, a zwykłe zatrudnienie dodatkowych osób nie wchodzi już w grę. Trzeba wreszcie uświadomić sobie co można zrobić, żeby utrzymać się na rynku i szczerze zmierzyć się z owymi zadaniami. Tylko tak można będzie zrobić krok na przód. Jestem przekonany, że nie wszyscy wyzwaniom sprostają, ale też uważam, że nie wszyscy, którzy dziś to robią muszą nadal produkować meble. No więc o co chodzi.

Wyzwanie nr 1. Korporacja. Zacznijmy od cytatu z ust właściciela średniej firmy „Nasi pracownicy cenią naszą firmę, ponieważ nie jesteśmy korporacją – jesteśmy taką rodzinną firmą.” Ja odpowiem – No jakby korporacja była jakimś złem! Jednocześnie dodam, że znane mi „korporacje” radzą sobie zdecydowanie lepiej niż „nasza rodzinna firma”. I jeśli prezes naprawdę dba o swoich ludzi to powinien czym prędzej zacząć myśleć o swojej firmie właśnie jako o korporacji. Może ujmę to inaczej – powinien zacząć stosować dobre praktyki opracowane przez korporacje. Porządek, procedury, kontrolę, efektywność – bez tego typu działań „nasze” rodzinne firmy nie dadzą rady wytrzymać presji korporacji. Mówiąc „korporacja” mam też na myśli podejście właścicieli do swoich firm. Oczywiście nadal jest to ich firma, ale nie można dłużej pieniędzy firmowych traktować jak pieniędzy prywatnych i oczekiwać, że pracownicy zachowają najwyższe standardy gospodarności i efektywności widząc, że właściciel wydatki prywatne „wrzuca w koszty”. Przykład porządku, oszczędności i efektywności musi iść od góry.

Wyzwanie nr 2. Konsolidacja. Z jednej strony w sposób naturalny firmy są przejmowane kiedy nie radzi sobie obecny zarząd, albo właściciel nie ma sukcesora. Rzecz jednak w tym, że dopiero jeśli właściciele dzisiejszych firm zrozumieją, że mogą nadal zarabiać pieniądze i to większe pieniądze, łącząc swoje konkurencyjne wcześniej fabryki, wtedy nastąpi prawdziwa konsolidacja. Pomyślmy na przykład tak – gdyby powstał holding „Meble Kępno” z całym swoim regionalnym potencjałem; gdyby powstał holding Wójcik, Forte, Gala, gdyby powstał holding BRW, KLER, JAFRA … i tak dalej, i tak dalej… Oczywiście to fikcja literacka, ale korzyści dla właścicieli byłyby milionowe. Szacuję, że na polskim rynku mogłoby powstać 4-5 grup o obrotach powyżej 1 mld euro. To myślenie również jest obce większości naszych właścicieli, ponieważ oznacza, że przynajmniej część z nich ma przestać się zajmować tym, czym do tej pory zajmowała się. Że należy zaufać i zarządzanie przekazać komuś innemu. „A jeśli spieprzy to co do tej pory dobrze działało?” No cóż – należy uważnie wybrać komu powierzamy zarządzanie firmą i lepiej, żeby to były osoby, które mają realne doświadczenia i nie będą uczyły się dopiero na żywym organizmie. Kilka tygodni temu od menadżera dużej firmy usłyszałem – w meblach korzyści z konsolidacji byłyby ogromne! I jestem przekonany, że ma rację.

Wyzwanie nr 3. Inwestorzy. Na koniec okaże się, że nawet nasze największe firmy, nawet wyimaginowane holdingi mają za mało pieniędzy na rozpychanie się na międzynarodowym rynku. Okaże się, że do myślenia o rozwoju i o przyszłości potrzebne jest dużo więcej pieniędzy niż mamy w Polsce. Wtedy trzeba będzie ponownie siebie samego zapytać: „Czy jestem gotowy na pozyskanie kapitału od inwestorów?”. I jeśli ci inwestorzy nawet pojawią się na horyzoncie to zapytają :„Jak wygląda Twój bilans? Czy procedury są przejrzyste? Czy pieniądze nie będą wyprowadzane na prywatne wydatki? Itd.” Zapytają, ponieważ Ci inwestorzy będą prawdopodobnie pochodzili z korporacji, albo do oceny biznesu zatrudnią ludzi z korporacji, co na to samo wychodzi.

Niniejszy felieton napisałem na lotnisku w Chinach w drodze na spotkanie robocze World Furniture Confederation, gdzie przy okazji poszukuję inwestorów na rozwój biznesu meblowego w Polsce.

Renesans płyt

Rynek płyt drewnopochodnych przeżywa obecnie etap ważnych przemian i sporo też mówi o przyszłości polskiego meblarstwa.

Przez wiele lat sytuacja na rynku produkcji płyt była względnie stabilna: Konospan, Kronoswiss (wcześniej korzystający z nazwy Kronopol) i Pfleiderer rozdawali karty na rynku produktów dla meblarstwa. Korzystając z ograniczonej konkurencji dyktowali ceny i warunki na rynku. Z drugiej strony poniesione nakłady na rozwój zakładów były niebagatelne i samo to wymuszało utrzymanie rentowności biznesu płytowego oraz egzekwowanie podwyżek cen za każdym razem, gdy tylko było to możliwe.

Niewiele zmieniła sytuację IKEA, która otworzyła fabrykę w gminie Orla w 2012 roku. Z pewnością zabolało to Pfleiderer, u którego wcześniej IKEA kupowała większość HDF. Obroty meblarzy jednak rosły i zapotrzebowanie na płytę również, więc sprawa rozeszła się po kościach.

Prawdziwe rewolucje przynoszą dopiero budowy fabryk płyt przez Forte i EGGER. Wydajność fabryk płyt wiórowych działających w Polsce do końca 2017 roku wynosiła około 3,2 mln metrów sześciennych. Podawana przez GUS liczba 5,8 milionów metrów sześciennych wynika z policzenia najpierw płyt surowych, a następnie ponownie tych samych płyt po ich uszlachetnieniu. Dodatkowo około 2 mln metrów sześciennych płyty wiórowej było w 2017 roku zaimportowane do Polski, przy 450 tysiącach metrów płyty wyeksportowanej.

Widać, że zapotrzebowanie na płytę przekracza możliwości produkcyjne zainstalowane w Polsce co też winduje ceny w górę. Decyzje o budowie nowych fabryk są w tej sytuacji zrozumiałe. Fabryka Tanne działająca w grupie Forte ma przede wszystkim zapewniać materiał do produkcji własnej, a nadwyżki sprzedawać. Jej docelowa wydajność to pół miliona metrów sześciennych rocznie. Fabryka  EGGER to docelowo ponad 700 tyś metrów sześciennych rocznie. A więc na rynku zainstalowana moc wzrośnie o 1/3, ale i tak będzie to mniej niż ilość importowana.

Produkcja płyty to jednak nie jest prosta sprawa. Co prawda Tanne skutecznie przeprowadziło niełatwy proces inwestycyjny i ruszyło z produkcją, to jednak w dalszym ciągu nie osiąga założonej wydajności i trafiło się kilka nieplanowanych przestojów. Pierwszy rok to rozruch technologiczny i czas niezbędny na ustabilizowanie procesu.

Pomimo, że ani Tanne ani tym bardziej EGGER nie osiągają mocy produkcyjnej to ceny płyty wyraźnie spadły w ostatnich miesiącach co jest moim zdaniem elementem presji rynkowej konkurentów, którzy nie zamierzają ułatwiać życia nowym graczom. Rozwój sytuacji jest dla osoby analizującej rynek emocjonujący jak w dobrym filmie sensacyjnym. Z pewnością ma ona też niebagatelne znaczenia dla producentów, ponieważ może dać „oddech” w czasach nieustannej presji kosztowej. I tu dochodzimy do drugiego ważnego punktu: dlaczego postanowiłem poświęcić felieton rynkowi płyt? Dlatego, że po 3 latach przerwy ponownie opracowałem raport o rynku płyt drewnopochodnych w Polsce. Czwarta edycja raportu z pewnością da Państwu szersze spojrzenie na sytuację zaopatrzenia w płytę. Na koniec szybki wniosek: Pomimo, że na Białorusi można produkować taniej, to jednak rozwój produkcji płyt w Polsce pośrednio wskazuje, że produkcja mebli z płyt będzie tu opłacalna przez co najmniej kolejne 15 lat. Polecam lekturę.

Subiektywne spojrzenie na 60 felietonów Tomasza Wiktorskiego w BiznesMeble.pl

Zapraszam Państwa do ekspresowego i subiektywnego przeglądu tematów, które prezentowałem na łamach miesięcznika w latach 2011-2017.

7-8/2011. Zaczęliśmy od problemu skali współpracy z Chinami. Baliśmy się wtedy, że nas skopiują, boimy się i teraz.  Nie bójmy się! KUKA kupiła Rolfa Benza zamiast go kopiować.

10/2011. W zasadzie nie istnieje żaden skoordynowany program promocji polskich mebli. Dziś PARP kończy projekt Strategia promocji marki polskiej branży meblarskiej na lata 2018-2020.

11/2011. Kryzys zmusił firmy do poszukiwania odbiorców na bardzo odległych rynkach na całym globie (…), a ich potencjał importowy na meble wykorzystujemy dopiero w 0,1-0,2%.

1/2012. System sprzedaży drewna rozgrzewał umysły już pod koniec 2011 roku i przez kolejne co najmniej 3 lata. Do dziś nie jest doskonały.

2/2012. IMM 2012: Na wspólnym stoisku zaprezentowało się 17 firm z Polski. Stoisko miało tylko 200 mkw. 2018 – 68 firm na własnych stoiskach, większość z dotacjami unijnymi.

3/2012. W dużych salonach meblowych pomimo tego, że byłem jedynym klientem w sklepie, żaden sprzedawca nie wykazał chęci sprzedania mi czegokolwiek…

5/2012. Doświadczenia z aranżacją i przymierzaniem mebli  (online) jaki oferują VOX czy Agata Meble zakończyłem po kilku śmiesznych i nieudanych próbach.

8-9/2012 Tanie już dłużej nie może oznaczać brzydkie – uważam, że nadal aktualne!

10/2012 Czy zauważyli Państwo ostatnio, że zdecydowanie więcej w mediach, mówi się o meblach?

1/2013. Polska przestaje być beneficjentem globalizacji rozumianej jako lokowanie miejsc pracy nad Wisłą i musi walczyć marką, designem, internetem -czyli zupełnie inaczej niż dotychczas.

3/2013. Zbadałem, grupę ponad 100 firm.  70-80% produkcji to podwykonawstwo na rzecz zagranicznych sieci. Tylko 20% firm kreuje własny produkt.

 5-6/2013. Jesteśmy najważniejszym drugoplanowym aktorem światowego meblarstwa! Czy nadal?

10/2013. Chyba nikt ze znanych mi producentów, nie uczynił z Ekologii swojej misji, pozycji strategicznej, myśli przewodniej. –  2019 Chyba w Polsce nadal nikt.

11/2013. Nie mamy kultury współpracy przedsiębiorców z projektantami. -2019  Nadal nad tym pracujemy choćby w projekcie Granty na dizajn

1/2014. Nie twierdzę teraz, że tradycyjny model biznesowy przestanie istnieć, ale twierdzę, że pojawiają się nowe modele biznesowe, których mogą odebrać  cześć rynku.

2/2014 Skoro jest biznes, który ma wiele punktów sprzedaży, to jest on przez wiele osób traktowany jako wiarygodny – to element sukcesu sieci, a  dochodzą korzyści skali.

3/2014 Już nigdy w Polsce nie będzie się sprzedawać tyle mebli co w 2009 roku. (licząc w sztukach)

8/2014. Uważam, że w najbliższych latach na znaczeniu zdecydowanie zyskają pozapłacowe czynniki motywacyjne.

10/2014. Meble to takie banalne przedmioty… Tak widzi je większość społeczeństwa, ponieważ sami tak się przedstawiamy

12/2014. Wiem, że dziś Europa nie chce ekskluzywnych mebli z Polski, tylko ekonomiczne i tanie. Bez zmiany postrzegania polskich mebli, nie zmienimy znacząco polskiej  gospodarki

1/2015. Trendy na 2015: Śrubowanie wyników eksportowych. Jedyny rozsądny kierunek rozwoju. Wzrost konkurencji o pracownika. Ciekawsze wzornictwo, większa wydajność.

2/2015. W Polsce nie wiele zwraca się uwagi na możliwość wpływania na polityki Unii Europejskiej – 2019 Dopiero od niedawna słyszę głosy z prośbami o interwencje w Europie.

4/2015. Osobiście uważam, że program promocji dla branży meblarskiej nadal jest potrzebny –  2019 Nadal tak uważam.

5/2015. W 2012 bałem się konfigurować meble przez internet, ale już w maju 2015 kupiłem wyposażenie do całego pokoju skonfigurowane online.

8/2015. Należy zrównoważyć nacisk, który jest kładziony na kwestie technologiczne i kompetencje inżynierskie z interdyscyplinarnym podejściem do projektowania produktów i usług.

9/2015. Pozycja meblarstwa jest dużo lepsza niż w poprzedniej perspektywie finansowej Unii Europejskiej, ponieważ w końcu meblarstwo zostało wymienione wśród branż priorytetowych.-

10/2015. Porównałem liczbę placówek handlowych wybranych sieci z roku 2010 i 2014. IKEA +1, Jysk +65, Agata +5, Bodzio +70, Abra +23, Black Red White +12

12/2015. Najistotniejszą wskazywaną obecnie barierą jest dostępność wykwalifikowanej kadry.

4/2016. Wybór mebli to coś dużo bardziej skomplikowanego, a preferencje estetyczne zmieniają się tak jak gusty muzyczne.

8/2016. Zidentyfikowaliśmy co najmniej 170 aktywnych sklepów internetowych, a w każdym tygodniu wyławiamy nowe.

12/2016. Polskie firmy muszą konkurować dziś w skali globalnej, więc i w zakresie podatków oczekiwałbym od Rządu oferowania rozwiązań konkurencyjnych w skali globalnej.

1/2017. Jeśli nie wydarzył się przez ostatnie dwa-trzy tygodnie żaden kataklizm, to gdy Państwo czytają niniejszy felieton ja zostałem menadżerem programu Polskie Meble w PFR.

2/2017. Jacy jesteśmy dumni, że wyszło taniej, taniej, taniej. Najbardziej dumni z naszych postępów są handlowcy zachodnich sieci handlowych

3/2017. Za 10 lat ludzie nadal będą korzystać z mebli. Europa, Stany, Japonia dalej będą najbogatszymi regionami świata, ale znaczący postęp będzie w Indiach, Chinach, w Afryce.

4/2017. Za dziesięć lat będziemy rozmawiać z tymi, którzy właśnie zrealizowali swój wielki śmiały ryzykowny cel i będziemy wspominać tych, którzy dekadę wcześniej nie mieli determinacji do wysiłku.